Euskadi

Chwilowa przerwa musiała nastąpić w moim blogowaniu. Nie było po prostu czasu spokojnie usiąść i zebrać wszystko do kupy. Pobyt w Bawarii trochę się przedłużył. Podobno bezrobocie w Hiszpanii wśród ludzi młodych sięga 46%!!!, więc to przedłużenie roboty nie takie złe w ostatecznym rozrachunku wyszło. Pomijając to, że super było pracować z dobrze znaną brygadą ;). Dodatkowo wyskoczyła niespodziewana wizyta w Katowicach. Niespodziewana, gdyż nie zauważyłem odpowiednio wcześnie, że kończy się przegląd;). Ale nie ma tego złego… Bardzo miło było spotkać znajomych i odwiedzić stare śmieci. Spraw do załatwienia nazbierało się trochę, więc wizyta była baaaardzo intensywna.

Zaraz po powrocie do Cornu wybraliśmy się na wypoczynkowo-poznawczy wypad do kraju Basków. Patrząc z aktualnej perspektywy, do pogodowo przyjaźniejszej człowiekowi okolicy, gdyż teraz w Cornu, w ciągu dnia, nie wychodzi się z cienia. Prawdziwa piekarnia. Jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Wspinanie niemożliwe, ale ogródek za to wydaje się zadowolony. Jako ze chwilowo sam na gospodarce siedzę, nie mam możliwości przejedzenia wszystkich zbiorów, przede wszystkim osaczony zostałem przez pomidory. Poza tym kontynuuje niekończącą się akcje woda. Także żeby się jeszcze wspiąć muszę zagęszczać ruchy, co w tym klimacie nie jest łatwe.

 

Jeśli chodzi o kraj Basków, bardzo nam się podobało. Ludzie otwarci, pogoda na wspin idealna, a okolica krajobrazowo jak w naszych Beskidach, tyle że z dostępem do oceanu;). Mega zielono, bujniejsza roślinność, chłodniej, przez 2 dni mieliśmy nawet opady deszczu, całkiem inna Hiszpania. W planie było możliwie najkrócej siedzieć w jednym miejscu, odwiedzić te najbardziej znane miejsca wspinaczkowe i zobaczyć również kraj od strony turysty nie-wspinacza. I międzyczasie trochę odpocząć (czyt. wyspać się) po ¨arbaicie¨. Na to wszystko mieliśmy 10 dni, więc czasu nie było zbyt wiele, wszystko delikatnie tylko dotknęliśmy, o głębszej ¨wczujce¨ nie było mowy. Z miejsc nie-wspinaczkowych przede wszystkim udało się zobaczyć Pamplone, San Sebastian, Bilbao i na koniec wskoczyć do gorących źródeł Arnedillo (polecam). Jeśli chodzi o zwiedzanie miast – dla nas wystarczająca dawka. Razem z Ulą nie należymy do osób interesujących się stroną historyczno-zabytkową miast, że tak pozwolę sobie to nazwać;). Bardziej interesuje nas klimat i panująca atmosfera, też docieraliśmy do miast pod wieczór, gdy robiło się chłodniej i zaczynało życie na starym mieście. Pod tym względem San Sebastian i Bilbao dają radę, jednocześnie będąc całkowicie różnymi miastami. San Sebastian, ze względu na położenie nad oceanem jest bardziej przestrzenny, turystyczny i przepiękny. Bilbao dużo większe, bardziej industrialne, ciasne, przybrudzone, bardziej różnorodne etnicznie, jednak dzięki urokliwemu Casco Viejo (stara część miasta) również może się podobać. Pamplona natomiast, wg mnie podobna do Reus, nie zauroczyła. Dodatkowo przypadkiem trafiliśmy na trwające około tygodnia coroczne święto San Fermin, którego to głównym punktem programu jest gonitwa byków. Dla nas masakra i żadne kulturowo-obyczajowe argumenty nie przekonują za ta rzezią, stąd też bardzo szybko ewakuowaliśmy się stamtąd. Nigdy bym nie pomyślał, że aż tyle ludzi (setki na ulicach, niektóre całkiem zablokowane) bawi coś takiego. Zgroza. Pod tym względem Katalonia, zakazując gonitw byków, ma w naszych oczach respekt.

Pomiędzy nocnym szwendaniem się po wspomnianych miastach zawitaliśmy w te najsławniejsze wspinaczkowo punkty na mapie kraju Basków, czyli Baltzola, Etxauri i Vilanova de Valdegovia. Każdy o nieco innym charakterze i nieco innych okolicznościach przyrody.

 

Etxauri położony niedaleko Pamplony-Iruny (około 15km) poszedł na pierwszy ogień. Krajobrazowo jakbym był na Podzamczu, tyle że skała całkiem inna i wioski architektonicznie bardziej jednolite, w porównaniu do rodzimych. Etxauri to wapienny mur podzielony na 28! sektorów z drogami (około 500) od tych najłatwiejszych do extremów (głównie w sektorze Kale Borroka) z Begi Puntuan 9a na czele. Jak na jeden dzień wspinania trudno zdecydować, gdzie iść. Wspin to krawądy, krawądki, krawądeczki, z czasem występującą się tufą i niestety czasem siką. Wszystko to w lekkim przewisie (czy tez pionie), pełnym słońcu (mimo ciepłego dnia dało się wspinać, chłodniejszy klimat) i przy stałej obserwacji najstarszych mieszkańców okolicy z rodziny ¨orlowatych¨. Bywały tak blisko, że zastanawiałem się czy przypadkiem nie szykują się na naszą Ajeczkę. Rejon, w moim jednodniowym odczuciu, nie należy do tych z łatwą cyfra. Wytrzymałość, dynamika i technika wydawały się często ważniejsze od zapasu siły.

 

Informacje praktyczne:

Dojazd: kierunek Pamplona – Ororbia – Arazuri – Ibero – Etxauri.

Spanie: Przydatny samochód, wówczas można stacjonować na jednym z trzech parkingów (niestety przy drodze) niedaleko rejonu (15-30 min. w skały). Kampowanie w skalach całkowicie zabronione. Poza tym istnieją campingi: Estella-Lizarra, el Molino de Mendigorria i el Ezkaba de Pamplona.

Woda etc.: wioska Etxauri (ok. 5km od rejonu). Poza kranikiem z wodą, w wiosce jest apteka, bar (podobno z dostępnym przewodnikiem) i basen.

Zakupy: market w Ororbi lub hipermarket w Pamplonie.

Topo: osobiście korzystałem z informacji i topo (opisane tylko 4 sektory) zamieszczonych w Escalar nr 54. Istnieją 2 przewodniki: Euskalarria (Los 4 Gatos) i Eskalada de Navarra (Carlos Velazquez), poza Etxauri opisujące inne rejony Navarry.

 

Kolejnym rejonem była Valdegovia, czy tez Vilanova de Valdegovia (najbliższa wioska).

Po dotarciu do Valdegovia pierwsze co, nie zniechęcać się, skały znajdują się w niedaleko położonej (20 minutowy spacer) dolince Barranco del Corral, jakby na plecach wioski, z której kompletnie ich nie widać. Piszę o tym, gdyż okolica sprawia wrażenie, jakbyśmy trafili nie tam gdzie chcemy. Odkrycie rejonu to lata 2003/2004, czyli nie tak dawno temu. Jak po dotarciu do wioski nie dziwiło mnie to wcale, tak po dotarciu do sektoru Campa (najbardziej znany) zastanawiałem się jak to możliwe, że tych skał wcześniej nikt nie widział. Valdegovie (około 230 dróg) można podzielić na 2 części, ze względu na dojście i ze względu na charakter wspinu.

Pierwsza część (pewnie jako pierwsza odkryta) to pięknie położony (polana rodem z alpejskich dolinek) wapienny mur skalny (25-30m wysokości) podzielony na 2 sektory San Martin i Campa. Idealny na rodzinne wypady. Wspin to dziury, dziurki, dziureczki w lekkim przewieszeniu, po trasach o charakterze ciągowym. Niestety sikowane chwyty to chleb powszedni i może dlatego koncepcyjnie wspinanie wydawało się proste pod tym względem. Wymienione sektory to przede wszystkim trasy o trudnościach z zakresu 7c-8b+ (plus kilka łatwiejszych i kilka trudniejszych jak Psicoterapia 9a). Przedłużenie muru to sektor o wiele mówiącej nazwie Techo, a zagłębiając się w las znajdziemy jeszcze 4 sektory z większym nagromadzeniem łatwiejszych dróg.

Dojście: Droga z wioski znajduje się przy źródełku (kraniku) wody i doprowadza pod same skały.

Dodatkowym problemem dla posiadaczy psów są pasące się na łace krowy. Nasza Ajka, poza zainteresowaniem co to takiego, nie wykazywała skłonności agresywnych, aczkolwiek rożnie to bywa i należy brać na to poprawkę, czytaj smycz.

Druga część to przede wszystkim sektor Corral i Chorreras. Różnica polega na odmiennym charakterze wspinania, jak sama nazwa wskazuje, mamy do dyspozycji różnorodne formy naciekowe. Wspin po ¨rurach¨ to około 40 dróg przede wszystkim siódemkowych, choć znajdą się te łatwiejsze typu 6b, i te trudniejsze do 8b.

Dojście: Ta sama droga z wioski, tyle że wcześniej (już za wioską) skręcić w prawo, przez bramę (która jest zamykana kolo 21) i po 10 minutach jesteśmy pod sektorami.

Sektory w Valdegovia o różnym położeniu oferują wspin o każdej porze roku (poza zimą). W zależności od tego czy chcemy w cieniu, czy słońcu wybieramy się w odpowiednie sektory. Wspinałem się w sektorze Campa, który jest w cieniu od południa, i jak dla mnie warun był idealny.

 

Informacje praktyczne:

Dojazd: kierunek Vittoria Gasteiz – Nanclares de la Oca – Salinas de Anana – Espejo – Vilanova de Valdegovia. Natomiast z Bilbao jedziemy droga N-625 kierunek Orduna do zjazdu na Valdegovie.

Spanie: mimo możliwości, istnieje całkowity zakaz wjazdu/parkowania i kampowania przy drodze w skały i okolicy. W związku z tym, ze rejon jest bardzo młody, znajduje się na terenie Parku Natural de Valderejo, gospodarze proszą o pełne respektowanie tej zasady!!!. Możliwość spania to parking i polana na końcu wioski za szkołą (jeśli w samochodzie) lub camping Angosto, niedaleko wioski.

Woda: źródełko w wiosce.

Zakupy: w wiosce nie ma żadnego sklepiku, najbliższy jest w Espejo (zaopatrzenie pozostawia wiele do życzenia). Większe zakupy to wyprawa do Vittorii (40km).

Topo: Escalar nr 81, poza tym wersja pdf przewodnika, do ściągnięcia ze strony Federacion Alavesa de Montana.

 

Ostatnim wspinaczkowym akcentem naszej wycieczki była jaskinia Baltzola, której chyba nikomu, kto choć trochę interesuje się wspinaniem sportowym, przedstawiać nie trzeba. Porównując np. do ogromnej Santa Linya, Baltzola ma niżej zawieszony strop i przez to więcej tu wspinu w dachu, niż ma to miejsce w Santa i wydaje się być trochę mniejsza. Przy czym mniejsza nie oznacza mała, najdłuższe linie dochodzą do 45m, a 25-30 metrowych jest całkiem spora lista. Położenie sprawia, że z zewnątrz wydaje się malutką grotką, dopiero po wejściu okazuje swe oblicze;)…Jeśli chodzi o cyferki, to jak dla mnie, ¨lajtu ni ma¨. Dawno już nie stoczyłem takich bojów na drogach 8a+ i dawno takie drogi mnie tak nie ¨mieliły¨, mega siłowo i bezkompromisowo. Ale podobało się i to z dnia na dzień coraz bardziej:). Mimo tego, że przez 2 dni mieliśmy słabą pogodę z częstymi opadami, w jaskini panowała lekka wilgoć, dało się wspinać i nie specjalnie jakoś owe mankamenty pogodowe przeszkadzały. W przypadku upałów w grocie stale panuje przyjemny chłodek. Wydaje się idealna na lato. Dróg jest kolo 50, ale żeby się przyjemnie poruszać po ładnych trasach najlepiej przybyć tu z mocą co najmniej na 8a.

Jeśli chodzi o socjal (Baltzola znajduje się na terenie parku Gorbeia Central Park) opcje są dwie, obie raczej nie obejdą się bez auta. Wypróbowaliśmy jedną, o drugiej tylko słyszeliśmy, że jest. Zatrzymaliśmy się tuż przy mikro wioseczce Baltzola, na końcu asfaltowej drogi przy kapliczce i źródełku. Stąd na wspin około 15min spacerkiem w uroczych okolicznościach przyrody.

 

Informacje praktyczne:

Dojazd: Grota znajduje się 32km od Bilbao. Wyjazd z Bilbao w kierunku San Sebastian, aby dostać się na drogę N240 (kierunek Vittoria-Gasteiz). W Igorre pojawiają się znaki na Baltzole.

Zakupy: jeździliśmy w okolice Bilbao.

Topo: jedyne jakie widziałem to wersja internetowa.

 

W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o gorące źródła w Arnedillo (La Rioja), celem przygotowania się do temperatury panującej w Cornu.I to by było na tyle, wrócili zadowoleni:)…

Osobiście do kraju Basków na pewno jeszcze nieraz się wybiorę, szczególnie ze rejonów wspinaczkowych, poza tymi trzema, jest jeszcze kilka do obskoczenia.

 

Poza tym, otrzymałem wsparcie Evolv/ProRock. Bardzo cieszę się z nawiązanej współpracy i wstąpienia do zacnego teamu Evolva :-).

 

http://www.evolv.pl/sklep/evolv-team/

 

Pozdrawiam gorąco;)