Jesienne ostatki

Jest kolejny wpis, lenistwo i brak weny nie pomagały w owym przedsięwzięciu. Trochę czasu upłynęło od ostatniego razu. Po lecie niewiele pozostało, poza wspomnieniami, a jesienno-zimowy sezon wciąż jeszcze trwa. Pole namiotowe powolutku się rozkręca, przynajmniej tak nam się wydaje. A czy ma to sens powinna pokazać wiosna. Z warunem jest różnie, pora deszczowa, wygląda na to, że razem z końcem listopada się zakończyła, temperatura maksymalna 8-10 stopni, jeśli z grzejącym słoneczkiem jest idealnie. Mieliśmy tu kilkudniowe ochłodzenie, w nocy nawet do -5 st., woda zamarznięta, w miejscach zacienionych szron nawet do południa leżał. Wspinanie nie należało do tych najprzyjemniejszych, lecz niewiarygodne tarcie trochę to rekompensowało. Jako ze jestem typem spod znaku ¨0% tłuszczu¨ marzłem i rozgrzewka bywała bolesna, aczkolwiek możliwa i jeśli się udała, trzeba było bezzwłocznie uderzać na projekty. Aktualnie cieplej, tyle że dla odmiany wieje wiatr 40 km/h. Tak źle i tak niedobrze, choć, jak wiadomo, lepiej chłodniej, niż wietrzniej. Jednym słowem pogoda w kratkę, ale wspinaczka możliwa, na prace nad trudnymi projektami powiedziałbym „perfekto”.

Czytaj dalej