Kantabria i Asturia trip

Przygotowania naszego miejsca do okresu jesienno-zimowego idą pełną para, albowiem szykuje mi się dłuższy wyjazd do roboty, a w piecu czymś trzeba będzie palić, basen napełnić, trawę skosić etc., ot roboty działkowe. Dodatkowo zacząłem budować prysznic, ewidentnie go tu brakowało, zatem na pisanie bloga nie łatwo mi znaleźć czas. Ale obiecałem i słowa dotrzymuje.

Wakacje to dla nas jeden z takich momentów w roku, kiedy możemy na dłużej pojechać gdzieś razem, wyrwać się z pięknego Cornu i przy okazji przeczekać nadchodzące upały. I wiadomo, podróżować trzeba, choćby dla poszerzania horyzontów i docenienia miejsca w którym mieszkamy. Przemiłe uczucie wrócić do domu po miesięcznej tułaczce i usiąść na progu z poranna kawka, czy zielona herbata. Dobrze nam się tu mieszka, mimo paru uniedogodnień. Coś za coś, po prostu.

 

Tym razem padło na Kantabrię i Asturię. Zarówno pod względem wspinaczkowym, pogodowym (najlepszy czas na tamte okolice to właśnie lato) i krajobrazowym wiedzieliśmy, że będzie pięknie i się nie zawiedliśmy. Planując trasę podróży podstawowym zamysłem była jej niepowtarzalność względem ubiegłorocznej wycieczki do kraju Basków. Czyli chodziło przede wszystkim o inne dotarcie w okolice Saragossy, gdyż potem zaczynała się dla nas prawdziwa „terra incognita”. Przypadek sprawił, że znaleźliśmy interesujące, warte zobaczenia miejsce. W jednym z pierwszych numerów Kontynentów (nawiasem mówiąc, naprawdę ciekawy,reaktywowany magazyn) znalazłem artykuł Marka Pernala (konsul generalny w Barcelonie) o Belchite. Na tyle nas to zaciekawiło, że stało się naszym pierwszym punktem programu. Belchite to aragońskie miasteczko położone około 48km na południowy wschód od stolicy, Saragossy. Nic by w tym nie było ciekawego, bo tereny te to wyjałowione, wypalone słońcem, pagórkowate pustkowia. Jednak historia Belchite to historia wojny domowej w Hiszpanii (1936-1939). W sierpniu 1937 roku w wyniku starć oddziałów republikańskich z wojskami nacjonalistów miasteczko zostało niemal doszczętnie zniszczone. Przede wszystkim stanowiła o tym niedaleko położona Saragossa, wtedy w rekach frankistów (nacjonalistów). Belchite było jednym z kluczowych punktów operacji odbijania stolicy przez republikanów. Miasteczko padło po, aż 13 dniach!!!walki tak ciężkiej (zginęło 3000 osób!!!), że do operacji odbijania Saragossy nie doszło, a Belchite pozostało w rekach generała Franco, który rozkazał pozostawić ruiny miasteczka ostatecznie zniszczonego rok później, jako swoiste trofeum. Nowe Belchite zostało zbudowane tuz obok, a ruiny starego-pueblo viejo stoją do dziś i biorąc pod uwagę tutejszy klimat, jeszcze długo postoją. Historia pueblo viejo sięga drugiej polowy XII wieku i wśród ruin, poza zwałami gruzów i szkieletami domów, znajdują się 2 kościoły i klasztory barokowe oraz XV wieczna wieża zegarowa w stylu mudejar (charakterystyczny styl w architekturze pozostały po dominacji muzułmanów na tych terenach). Klimat i panująca atmosfera mocno nas poruszyły, do tego stopnia, że wracając jeszcze raz się tam zatrzymaliśmy, by dowiedzieć się więcej. Miejsce to jest znane wśród parapsychologów i „poszukiwaczy duchów”. Pogłoski mówią, że w nocy na ruinach pojawiają się duchy zamordowanych w czasie wojny, a z ruin jednego z kościołów słychać krzyki. Jest wielu świadków i sam oglądałem kilka filmików-wywiadów z owymi. Palące słońce, w okolicy ani żywej duszy, wszystko jakby zamarło w czasie. Widok jak z filmów wojennych, tyle że nie sztuczny, tylko autentyczny. Nie dziwne więc, że kręcono tu kilka filmów, m.in. fragmenty „Labiryntu fauna” i „Przygody Barona Munchausena”. Miejsce warte odwiedzenia, szczególnie przy okazji zwiedzania Saragossy i myślę że fotki trochę bardziej to zobrazują.

Z mega suchego Belchite pojechaliśmy w kierunku coraz bardziej krajobrazowo zielonym i klimatycznie przyjaźniejszym, mijając uśpione, sprawiające wrażenie wymarłych, puebla. Rest nad pięknie położonym jeziorem La Cuerda del Pozo niedaleko Sorii, to pierwszy znak o zmianie krajobrazu. Gdyby było bardziej płasko, pomyślałbym ze jestem w okolicach Kroczyc na Jurze.

Następnie trochę włóczymy się po bardzo przyjemnym, ładnym, pełnym różnej maści lepszych i gorszych artystów ulicznych, z podobno najbardziej znaną katedrą w Hiszpanii (jednak nie Sagrada Familia w Barcelonie), Burgos. W skrócie: warto;). Jednak nas już ciągnie do natury (czyt. wspinania), chwilowo mamy dość tych wielkich miast, miasteczek i wiosek.

Przekraczamy przełęcz Piedrasluengas (1350m n.p.m.) z pięknym widokiem na masyw Picos de Europa i wjeżdżamy do Kantabrii.

Na dzień dobry zatrzymuje nas chamska i niezwykle agresywna Guardia Civil. Nie dość, że gościu do mnie nie mówi, tylko krzyczy to przyczepia się do trzymania nóg na pulpicie przez Ulę!!!. Na domiar złego zza moich pleców wyłania się Ajka dając upust temu co o tym myśli, do czego również pan funkcjonariusz się przyczepia, bo jak to pies może podróżować bez zapiętych pasów. Chcąc zakończyć jak najszybciej to „przemiłe” spotkanie płacimy (nie ma opcji na kredytowy, gdyż nie jesteśmy Hiszpanami) mandat 40 euro za „nogi”, w którym potem doczytujemy się, że te nogi trzymał na pulpicie kierowca. Stos niecenzuralnych słów musiałbym teraz użyć, by wyrazić moją nienawiść do tej rasy psów.

 

Pierwszym celem wspinaczkowym było, położone niedaleko miasteczka Hermida, a dokładnie na granicy między Kantabrią i Asturią, Rumenes. Co ciekawe, wg Desnivela, Rumenes jest asturiański, natomiast w nowo wydanym przewodniku po Asturii („Escalada Deportiva Asturias – E. Puente) nie został ujęty? Dziwne, gdyż granica przebiega od okolic wioski Urdon wzdłuż rzeki Deva, więc Rumenes to już Asturia. Poza Rumenes, przełęcz la Hermida (Desfiladero de la Hermida) oferuje jeszcze kilka rejoników, z których najciekawszy i warty polecenia, to Cicera. Natomiast takie miejsca jak Cueva del Ribero (przy Hermidzie), Urdon, el Salmon, czy sektor Clonico, to spoty „jednodniowe”, na odwiedziny „przy okazji” i niekoniecznie.

 

Rumenes.

Dojazd:

Z Santander kierunek na Oviedo (darmową autovią lub płatną autopistą), zjazd do Unquera i kierunek na Panes/N-621. Z Panes kierunek Potes, by dostać się do „impresionante” Desfiladero de la Hermida. Po około 7km dojeżdżamy do wioski Rumenes. (2 domy na krzyż). Parking, z którego w skały jest 15min podejścia, znajduje się na 168 kilometrze po lewej stronie (jadąc od Panes) za „wioską”. Skały po przeciwnej stronie parkingu są częściowo widoczne. Dawaliśmy radę z Ajką, mimo jednego (zaporęczowanego) prożku skalnego, ale nie jest łatwo. Pod skałami trawka, ale stroma, z dzieciakiem trzeba uważać.

Spanie:

Jak wiadomo w całej Hiszpanii „la acampada libre esta prohibida”, da się znaleźć zaciszne miejsca do spania w samochodzie i póki co nikt nie robi z tego powodu problemu. W związku z tym, że płynąca wąską doliną rio Deva jest regularnie zarybiana łososiem, pojawiają się lokalni wędkarze, którzy lustrują kampowiczow. Inna opcja jest spanie w La Hermida. Większej wiosce, w której dla camperow jest wyznaczony parking,

Woda:

Nie ma problemu, szczególnie patrząc z punktu widzenia przybysza z „pustyni”;). Kilka źródełek w okolicy.

Wspinanie:

W związku z tym, że skały (dotyczy wszystkich rejonów) znajdują się blisko największego w Hiszpanii parku narodowego Picos De Europa, miejsca po swoim pobycie należy zostawiać tak, jakby nas tam nie było.

 

Rumenes to 2 sektory (Inferior i Superior), przy czym tak naprawdę interesujący jest tylko jeden, położony trochę wyżej piękny Superior. Rumenes, nazywane czasem „hiszpańską Tajlandią”, jak się można domyśleć, to wspin po różnej wielkości tufach w lekkim przewieszeniu. Liczy się przede wszystkim wytrzymałość, drogi 25-35m (z jednym 55metrowym wyjątkiem), jest ich dokładnie 43, głównie dla wspinacza z przedziału 7a-8a+. Trafiliśmy tam akurat po opadach i gdzieniegdzie jeszcze kapało, ale mimo to dało się wspinać, od 14 pojawiał się cień i optymalna temperatura. Jeśli chodzi o jakość wspinu to nie robiłem tam brzydkiej drogi, bez zastanowienia polecam takie perełki jak: Rumenes power y albino 7a+, Tubullar Hell 7b+, Panico Nucrear 7c, El dia del arquero 7c, czy Sindrome de stendhal 7c+. Dla zaawansowanego wspinacza radzącego sobie z drogami 7c-8a onsightem, to rejon na parę dni. Lokalsi przemili, otwarci i tak naprawdę niewiele więcej wspinaczy tam spotkaliśmy. Wystawa wschodnia i północno-wschodnia, więc cień mieliśmy od około 14 .

Topo:

http://www.escaladaasturias.com/HTML/spanish/escuelas.html

W Hermidzie, w gospodzie „La Cuadrona” są schematy całej okolicy, do wglądu.

Desnivel nr 230, Escalar nr 65.

Cicera.

Dojazd:

Jedziemy identycznie jak do Rumenes, które mijamy i dojeżdżamy do miasteczka Hermida. Mijamy miasteczko, dalej jadąc N-621 i po około 7km zatrzymujemy się po prawej stronie, na parkingu (około 160 kilometr drogi N-621) z charakterystycznym domkiem dla wędkarzy (wyglądającym jak przystanek z kominkiem:)). Następnie ścieżką (ruta de las Agueras) po przeciwnej stronie drogi podchodzimy w skały jakieś 30min. Tuż przed odbiciem ze ścieżki w prawo, pod skały, mur będzie widoczny (w górze, po prawej stronie).

Spanie, woda:

Dokładnie ta sama historia, co w przypadku Rumenes.

Wspinanie:

Cicera to mur skalny, pionowy lub minimalnie przewieszony, porównując do Rumenes uboższy w formy naciekowe. Wymagające, techniczne wspinanie. Trochę po tufach, trochę krawądek, oblaków itp., jak dla mnie znacznie ciekawiej, ale też znacznie trudniej, wyceny wyśrubowane. Nie jest to „wachlowanie” po klamach, długie przepiękne drogi (przydaje się lina 80m) wymagają od zawodnika poza wydymką, też silnych palców. Trudne, koncepcyjne miejsca nie dawały mi szans podczas ataków onsightowych. Miejsce nie odwiedza zbyt wielu wspinaczy, poza nami było jeszcze może 6 osób. Jeśli chodzi o piękne drogi to polecam przede wszystkim: Orujo de Liebana 7c, Mancha Roja 7c, Troncomovil 8a i Walking on the moon 8a+. Trudne propozycje, ale uchodzące za klasyki. Łatwych, szóstkowych dróg jest tu kilka, a wspin to przede wszystkim drogi o trudnościach 7b+-8a+.

Topo:

Zdobycie przewodnika to przystawka. Oficjalnie jeszcze nie funkcjonuje, z jakiego powodu tego nie udało mi się dowiedzieć. Może lokalsi starają się, jak na razie, utrzymywać miejsce jako secret spot, aż do sfinalizowania wielu istniejących tam projektów. W każdym bądź razie, trzeba pytać o topo lokalnych wspinaczy. Najlepiej najpierw wybrać się do Rumenes (większe prawdopodobieństwo spotkania wspinaczy) i tam dowiedzieć się szczegółów o Cicera.

Rest:

Przede wszystkim trzeba spróbować tutejszych specjałów, głównie różnych rodzajów sera, natomiast z alkoholi tutejszym tradycyjnym trunkiem jest Orujo de Potes.

Poza tym w Hermidzie wycieczka do gorących źródeł jest przemiła, pod warunkiem, że wcześniejszy okres nie był zbyt deszczowy, woda wtedy nie jest zbyt ciepła.

Kolejna opcja to wycieczka czy to do Parku Picos de Europa, czy nad morze (ok 20km). Jeśli chodzi o morze to co kto lubi. My szybko uciekliśmy z bajecznych, szerokich, piaszczystych plaż zaludnionych jak na targu w dzień handlowy (okolice nadmorskiego kurortu San Vincnte de la Barquera) w bardziej kameralne zakątki, a równie bajeczne (gdzie nikt nie robi problemu z obecności psa na plaży). Trochę czasu znalezienie takowych nam zajęło, jednak warto było się nie poddawać, gdyż znaleziony parking pełen fanatyków surfowania, sprawił że miło wspominamy tamtejsze wieczory. Muszę kiedyś spróbować tego surfowania;).

W opisanych miejscach spędziliśmy jakieś 10 dni, następnie ruszyliśmy w kierunku Oviedo, po drodze zahaczając o Poo de Cabrales. Krotka wizyta w Poo, mijamy Oviedo i wjeżdżamy do doliny Niedźwiedzia (Valles del Oso), która okazuje się na tyle ciekawym i olbrzymim spotem wspinaczkowym, że zostajemy do końca wycieczki i na pewno jeszcze będę chciał tu wrócić.

 

Poo de Cabrales.

Dojazd:

Opuszczamy Desfiladero de la Hermida w kierunku na Panes. W Panes skręcamy w lewo (jadąc od Hermidy) na Las Arenas de Cabrales (AS 114), które mijamy i dojeżdżamy do wioski Poo de Cabrales. Zaraz za wioską po lewej stronie jest duży parking (Pozo de la Oracion), a rejon jest widoczny dokładnie na przeciwko. Pod skały podchodzimy słabo widoczną ścieżką. Czas podejścia zależy, w które miejsce idziemy. Jednak to najciekawsze jest na samej górze (niezbyt widoczne z dołu) i nam, w strasznym słońcu, zajęło to 40min.

Spanie:

W las Arenas de Cabrales camping lub parking, w związku z tym, że zaraz przy drodze trudno powiedzieć, czy nie trzeba się liczyć z odwiedzinami Guardii Civil. Znaleźliśmy znacznie przyjemniejszą „area recreativa” w samej wiosce (nad rzeką) i 2 noce spędziliśmy tam bezproblemowo. No i jest jeszcze opcja hotelu w Poo;).

Woda:

Źródełko w wiosce.

Wspinanie:

Niestety te skały (na samej górze), które z dołu wyglądają całkiem nieźle to akurat miejsce ciągle w fazie projektu, a wspinanie jest niżej, jak dla mnie, gdyby było wyższe, byłoby przepiękne (max 15m). Najciekawsza część (niewidoczna z dołu) znajduje się na samym końcu muru. Mur tutaj nabiera wysokości (30m) i co najważniejsze, przepięknie się urzeźbia. I dodatkowo mamy piękny widok na Naranjo del Bulnes i cały masyw Picos de Europa. Wystawa płd i płd-wsch, więc cień dosyć późno się pojawia. Akurat w lipcu jasno było do około 23, więc zmęczyć się zdążyłem. W tej części jest 12 pięknych dróg (jedno 6b+, 7a-8a) i dla tej części warto tu wpaść. Większość dróg po tufach „idealnych”, narysowanych jak od linijki. Jednak nie ma tego za wiele i po jednym dniu ruszamy dalej.

Topo:

http://www.escaladaasturias.com/HTML/spanish/escuelas.html

Niedawno ukazał się przewodnik po Asturii, autorstwa Esau Puente. Występuje tam podział na 4 Zony: Centro (Oviedo), Oriente (m.in. Poo de Cabrales, plus 10 innych miejsc), Cuencas Mineras (5 rejonów) i Valles del Oso (Teverga i Quiros). Przewodnik przejrzysty, czytelny i graficznie (schematy na fotkach) ładnie wykonany.

Wynika z niego, że miejsc wspinaczkowych w Asturii nie jest mało (opisuje 25 rejonów), dodatkowo w większości miejsc jest albo dziko i zacisznie, albo przynajmniej kameralnie. Pewnie nie długo jeszcze tak będzie. Asturia staje się wśród Hiszpanów coraz bardziej popularna. Nie jest strasznie daleko, w lecie znacznie chłodniej (takie lato w Polsce) i dodatkowo niewielka odległość ze skał do morza, czynią z tej pięknej krainy łakomy kąsek, szczególnie w czasie kryzysu.

Teverga.

Dojazd:

Teverga to olbrzymi rejon i w zależności gdzie chcemy się wspinać, musimy pojechać do odpowiedniej wioski. Najbardziej popularne miejsce z największą ilością sektorów (i ze względu na socjal) znajduje się wokół wioski Entrago i najlepiej od tego miejsca rozpocząć eksplorację.

Dojazd do Entrago: kierunek z Oviedo na La Espina (A 63), następnie zjazd na Trubia i cały czas kierunek na Puerto de la Ventana (AS-228). Mijamy Proaze i dojeżdżamy do Entrago.

Spanie:

W Entrago jest duży, darmowy parking(z kibelkiem i prysznicem) z dużą polaną na namioty, z którego spacer ścieżką Senda del Oso (antyczny trakt górniczy ciągnący się doliną przez 20km) doprowadza pod najbliższy sektor Entrecampos i pod podejścia (max 10min) do innych sektorów. Na zakupy jeździliśmy w okolice Oviedo, ale można też zaopatrzyć się w sąsiednim miasteczku San Martin. W Entrago mamy do wyboru 2 bary, piekarnie z bardzo dobrym wiejskim chlebem (1 klasa jak na Hiszpańskie standardy) i źródełko. Ogólnie z wodą, raczej w całej Asturii nie ma problemu.

Wspinanie:

Valles del Oso oferuje taką ilość wspinania, że przez spędzone tam 2 tygodnie delikatnie tylko rozpoznaliśmy miejsce. Jeśli chodzi o wspin, każdy poruszający się po drogach od około 6b (tych łatwiejszych nie ma zbyt wiele), znajdzie tu coś dla siebie. W sumie jest ponad 600 wzorcowo ubezpieczonych dróg. Wyceny wyśrubowane, często z miejscami balderowymi. Tufy przeplatane technicznymi pasażami po crimpach, czujne miejsca w połogu, techniczne piony, jest wszystko. Zdażyło mi się tu robić 7b+ (Patetic man) z najtrudniejszym miejscem w kominie pomiędzy dwoma dużymi tufami, pionową przechodzącą w slaba 7c (Nani), paro ruchowe, balderowe 7c+, wytrzymałościową, przewieszoną, typowo „tufową” 8b (El replicante), czy przepiękną Manumision 8a+ z jednym z trudnych miejsc polegającym na przewinięciu z pionu w połóg. Dzięki temu jest mega ciekawie i urozmaicenie. Wszystko w pięknych okolicznościach przyrody i niezaludnione. Jeśli chodzi o wspin w Asturii, Teverga to numer 1 i zaliczam ją do czołówki hiszpańskiej.

 

Jeśli chodzi o orientację w terenie to, jak już wspominałem, miejscówka jest podzielona na 4 zony, wioski, z których idziemy pod sektory.

 

Wygląda to mniej więcej tak:

Entrago – 10 sektorów z drogami wszelakiej maści od 6a do 8c, począwszy od krótkich treściwych np. w sektorze Pingalagua, po długie wytrzymałościowe (często z balderkiem) w sektorach Entrecampos (najbliższy sektor, zaraz przy ścieżce Senda del Oso) lub Pared Negra.

Gradura – 4 sektory, 6b+-8c+.

Sobrevilla – 2 sektory.

Marabio – 5 sektorów.

Oraz w niedalekiej odległości, koło Proazy (10 min samochodem):

Penas Juntas – 3 sektory, 6a+-8c+ (w nowym przewodniku zaliczane również do Tevergi).

Villanueva – 25 dróg (powyżej „area recreativa de Bullera”).

Natomiast koło miasteczka Trubia:

Prianes – 30 dróg (2 sektory: Clasico i la Cueva, V+-8a)

 

Jest jeszcze, również duże (300 dróg), Quiros (z Tevergi 20min jazdy samochodem, koło wioski el Llano, niedaleko jezioro, refugio). Rejon historyczny, gdyż podobno tu jest jedna z pierwszych hiszpańskich i pierwsza w Asturii 8a z 1987 roku. Nie byliśmy, lokalsi mówili, że wspin bardziej po pionach, z większą ilością łatwiejszych dróg, równie piękny, porównując do Tevergi. Podałem tylko te najbliższe i najciekawsze miejsca w stosunku do Tevergi, rejonów i rejoników w okolicach Oviedo jest znacznie więcej.

Topo:

Wspomniany przewodnik („Escalada Deportiva Asturias”-E.Puente) do kupienia w dwóch barach, obok parkingu w Entrago (także tam do wglądu różnej maści schematy po okolicy i wifi). Korzystaliśmy ze znalezionych w necie starszych schematów, ale bardzo trudno było się połapać co jest co, lokalsi prężnie działają i międzyczasie pojawiło się dużo więcej dróg, więc nie polecam tej opcji.

 

Valle del Oso to jak na europejskie standardy dosyć dzika dolina. Puebla są malutkie i w dużej części opuszczone, więc pustych, starych domostw z charakterystycznymi dla Asturii i Kantabrii wiejskimi spichlerzami, wystawionych na sprzedaż tu nie brakuje. W górach żyją niedźwiedzie (jedyne takie miejsce w Hiszpanii) i wilki. Bogactwo roślin z różnych stref klimatycznych na jednym obszarze, od eukaliptusowych lasów przez łąki, które zachwyciłyby niejednego zielarza po krokusy kwitnące na szczytach, sprawiają że jest to wyjątkowe miejsce. Tak nas ta piękna kraina zauroczyła, że przez chwilę myśleliśmy o przeprowadzce. Jednak wstępne „rozpoznanie terenu” uświadomiło, że zima tu nie jest tak lekka, a z pracą jest jeszcze gorzej niż w Katalonii. Stad znaczna większość lokalsow to osoby starsze, młodych jak na lekarstwo. Szkoły co prawda są, ale do tej najbliższej (w miasteczku San Martin) uczęszczają 23 dzieci i nie wiadomo, czy jej z powodu kryzysu nie zamkną. Także aż tak kolorowo nie jest. Aktualnie ratunek dla tego miejsca to turystyka i tą branżę tutaj próbuje się rozwijać. Warto wybrać się z rowerem i nie trzeba być zawodowcem, żeby pięknie tu pojeździć. Wspomniana Senda del Oso (20km) to jedna z pierwszych opcji na wycieczkę rowerową. Odwiedzenie unikatowej i jednej z największych w Asturii jaskini Cueva Huerta (podobno14km galerii) to kolejna propozycja. Nie można również pominąć degustacji tutejszych serów i charakterystycznej dla Asturii – Sidry, trunku musującego na bazie jabłek, nalewanego również w specjalny sposób, znad głowy do nisko trzymanego kufelka. Wspinanie również istnieje tu od dawna, lecz poza lokalsami, niewiele więcej osób się tu wspinało. Podobno (wg lokalsów) od ubiegłego sezonu po raz pierwszy Tevergę odwiedzają inni wspinacze. Miejsce ma ogromny potencjał i pewnie kwestią czasu jest, by stało się popularne. Mam nadzieję, że razem ze wzrostem popularności, nie zostanie zadeptane i zaśmiecone.

Namiary GPS (wg Desnivela):

Rumenes: 43.280711/ -4.628558 (parking).

Poo de Cabrales: 43º18´42,47´´N / 4º50´19,49´´W (parking).

Teverga: 43.17 / -6.096667 (parking w Entrago), 43.199167 / -6110833 (parking w Marabio)

Villanueva: 43º15´47´´N / 6º0´2´´W.

Prianes: 43º22´34.36´´N / 5º57´47.23´´W (parking).

Quiros: 43º12´12,46´´N / 6º0´53,12´´W (refugio).

 

Pozdrawiam

Rafał

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 myśli nt. „Kantabria i Asturia trip

  1. dzięki za masę informacji! rozważałem w tym roku wspin w innej hiszpańskiej miejscówce – Galicji, albo właśnie Asturii, rzut oka na przekrojowe ‚donde escalar’ desnivela mnie nie przekonał, a teraz widzę, że warto, teverga wyglada zajaebiscie. do sprawdzenia za rok 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*