Bujdałka o rzeczach różnych

Ponownie odcinek czasowy od poprzedniego wpisu (Asturia) tak odległy, że trudno całość ogarnąć. Sezon jesienno-zimowy nie był mocno wspinaczkowy, większość czasu spędziłem budując ściany wspinaczkowe niż się wspinając. Tym bardziej sam siebie zaskoczyłem, jeśli chodzi o wyniki wspinaczkowe. Na szczęście praca nudna nie była, dodatkowo w doborowym towarzystwie, parę razy udało się wpaść na panel, jednak po powrocie do Cornu nie spodziewałem się zbyt wiele. Forma dziwnym trafem nie spadła, a nawet się zastanawiam czy nie wzrosła. Zastana sytuacja zdziwiła, dodała +2 do spręża (którego ostatnio mi nie brakuje) i jednocześnie nie pozwoliła za długo czekać w boksie startowym. Według tego co ostatnio przeczytałem na blogu mojego kolegi Piotrka, nie należę już chyba nawet do tych starych:)…wiec tym bardziej cieszy fakt, że na brak energii do działania nie narzekam, a odczucia co do młodości mam zgoła inne.

Końcówkę ubiegłego lata spędziłem najpierw w Paryżu budując 2 ścianki z ekipą z Gato. Piąteczkę przesyłam dla całej ekipy;). Zakwaterowanie w miasteczku nieopodal mekki bulderingu, pozwoliło zobaczyć i choć trochę liznąć wspinu w sławnym Bleau. Biegaliśmy jak opętani między kamieniami wstawiając się we wszystko co w okolicy nie przekraczało stopnia 7a. Podsumowując: dawno nie trzęsłem tak portkami na piątkowych highballach, pierwszy raz rozkminiałem jak ugryźć niektóre szostkowe, pierwszy raz zrobiłem tyle pięknych, estetycznych baldow w ciągu jednego dnia, w sumie w jednym miejscu, do tego świetnie się bawiąc. Wspinaliśmy się w mniej znanej i popularnej części Bleau (okolice Chamarande), nie dużej, lecz wystarczającej.

Parę sesyjek w klimatycznych, podparyskich lasach i do liny zaczęło ciągnąć, więc zaraz po powrocie bezzwłocznie zaatakowałem Siuranę, by coś dla siebie znaleźć. Czasu nie miałem zbyt wiele (tak mi się przynajmniej wydawało), więc w grę wchodził najwyżej szybki rot-punkt. Szczególnie jeśli chodzi o te łatwiejsze linie muszę trochę powertować topo, pospacerować po sektorach, by coś interesującego znaleźć. I póki co zawsze znajduję, o dziwo nawet w tych najbardziej sztandarowych sektorach:)…Tak najpierw trafiłem na L´aparador z planem wyczyszczenia sektoru (co na szczęście się nie udało) prowadząc m.in. Cornuvirus 8a+ i Tres Tristes Triceps 8b, a następnie na El pati: Sexo Sentido 8b. Cyferki może nie za wysokie, przy czym, wg mnie Tricepsowi bliżej do 8b+, lecz linie piękne, niebanalne i praktycznie nie chodzone.

Jesień to, przede wszystkim, ciąg dalszy budowy kilku ścian w Polsce. Ta najciekawsza, w Toruniu, wydaje się być największą ścianą sportową w Polsce. Ciekawie „połamana” razem z odpowiednią wysokością (17m) na mnie zrobiła wrażenie i bardzo żałuję, że nie udało się choć raz wspiąć. Potencjał, moim zdaniem, wystarczający czy to na imprezy o szczeblu międzynarodowym, czy choćby na zgrupowania kadry, mam nadzieję będzie wykorzystany.

Miedzy skręcaniem konstrukcji stalowych i docinaniem płyt zaliczyłem start w Mistrzostwach Polski w prowadzeniu na krakowskim Avatarze. Do finału nie udało się dotrzeć, więc odbieram swój start raczej za zaliczony, niż udany. Bardziej cieszy fakt ze spotkania się ze starymi znajomymi. Na poprawę humoru udało się wygrać lokalne zawody o Puchar Prezydenta Miasta Sosnowiec na Poziomie 450. Ciekawa formuła łącząca baldy z prowadzeniem wymagała od zawodnika nie tylko pure power, ale dodatkowo wytrzymki do pociągnięcia, nakręconych przez Luka, 3 tras eliminacyjnych. Jeśli chodzi o finał to podobnie jak na Trafo (na których tez startowałem), trochę chyba przeliczone zostały możliwości finalistów (bo wśród oldboyów i finalistek wyszło perfekto). Powód pewnie złożony. Wstrzelić się idealnie z przystawkami nielatwo. Choćby listy startowe na Trafo, wg których miała pojawić się liczniejsza czołówka krajowa (a się nie pojawiła) mogły zamieszać w planach układaczy. W takich sytuacjach można być przygotowanym z opcją awaryjną, jednak mogę sobie również wyobrazić, że ciężko taką opcję awaryjną wcześniej przygtować w obliczu ogromu pracy i przygotowań do imprezy. Na Trafo miałem tą przyjemność występować po obu stronach kurtyny i generalnie mogę powiedzieć, czy z jednej, czy z drugiej strony, zawsze jest to wyścig z czasem;). Eliminacje do lekkich nie należały, nawet dla finalistów. Na Poziomie i Trafo, jak dla mnie, sprężające. Bardzo dużo pięknego, urozmaiconego, różnorodnego i fikuśnego wspinu, i jak to bywa na tego typu zawodach, mnóstwo znajomych twarzy. Dwugodzinna sesja balderowa na Trafo i podobna na Poziomie były nie tylko sprawdzianem siły i wytrzymałości siłowej, ale również strategii i logistyki. Nie wspinam się na panelu za wiele, więc tym bardziej dwa ostatnie aspekty musiałem brać pod uwagę, nie dziwi fakt konkretnego „dojechania” i tym bardziej cieszy osiągnięty wynik. Wszędzie nawspinałem się do bólu. Generalnie świetne zawody, na których, mam nadzieję, jakimś zrządzeniem losu za rok znowu uda się wystartować. Na Trafo zakończone niezłą imprezką taneczną, ci którym się wydawało inaczej i uciekli w domowe pielesze, niech żałują;). Ostatni tydzień w kraju i ostatni punkt programu – Irata level 1 – osiągnięty, niezapomniane pożegnanie w krakowskim kolektywie Dajwór i w końcu Cornu sweet Cornu :).

 

Grudzień, podobnie jak rok temu, to warun idealny na trudne projekty, umiarkowanie chłodno i sucho, magnezja praktycznie nie potrzebna. Plan był na Andaluzję, jednak jak to w życiu bywa plany lubią się zmieniać. Awaria rozrusznika w naszym „żuku”, zapędy „domatorskie” Hunki i brak kaski pokazały, gdzie nasze miejsce. Pierwsze święta w Cornu, które razem z sylwestrową imprezką „naprzeciw kościoła” miło wspominam. Po sylwestrowym odpoczynku, zapanowała pogoda raczej dla fanatyków, nie sposób mi było usiedzieć bez wspinu i projekcików. Dodatkowo w Margalefie stawiło się doborowe towarzystwo w dużym składzie i mimo nierozpieszczającego chłodu napierało zacnie (pozdrawiam i czekam na kolejny raz). Regularnie więc odwiedzałem Espadelles´y, które od jakiegoś czasu ewoluowały do rozmiaru ogromnego sektoru. Środkowa część, wcześniej pusta, teraz oferuje drogi od 7c+ wzwyż, których ciągle przybywa, mam wrażenie, że co tam się pojawię to jest o linię spitow więcej. Ponadto sektor wydłużył się w obie strony. Zaraz na prawo od ścieżki zejściowej mamy Punta Espadelles i opcje wspinu do 7b, natomiast po drugiej stronie, idąc dalej od groty Les Solanes (w której też przybyło dróg) mamy jeszcze do wyboru ciąg dalszy muru w postaci Espadelles extension (aktualnie 25 dróg) i La cova del cavall (koło 25 dróg). Ponadto, jadąc z Cornu, istnieje opcja skrócenia drogi i pojawienia się od razu na górnym parkingu, co dla kogoś jeżdżącego regularnie nie jest bez znaczenia (w dwie strony oszczędza się około 24 km).

Jeszcze podczas wspinu z Pszczołą (ze 2 lata temu) próbowałem rozkminic Los ultimos vampiros hippies 8c, jednak jakoś dolny, najtrudniejszy bald (kolo 7c/7c+) na drodze urywał mi palce i nie rokował zbyt szybkiego sukcesu, więc odpuściłem i zapomniałem. Przypomniało mi się w styczniu i postanowiłem jeszcze raz sprawdzić czy jest opcja pociągnięcia trasy. Początkowo, podobnie jak wcześniej, nie wyglądało to dobrze, ledwo kleiłem ruchy z paro ruchowego balda. Drugi dzień jednak pokazał, że jest szansa. Dograłem znacznie latwiejszą (około 8a) górną część drogi i trzeciego dnia po wygenerowaniu w sobie odpowiedniej dawki agresji na startowego balda i wytrzymaniu na dalszym odcinku, wpiąłem się w łańcuch zjazdowy. Niestety nic za darmo. Niska temperatura, słabe rozgrzanie lub zbyt długie restowanie pomiędzy próbami, spowodowały, że na drugi dzień zaczął dawać o sobie znać troczek palca „serdecznego” lewej ręki. Gdybym już wtedy odpuścił zawody na Trafo, na których go dojechałem, może dzisiejszy dzień spędzałbym na Espadelles’ach. Niestety wyszło inaczej i teraz z napuchniętą „parówką” muszę dać sobie co najmniej 2 tygodnie luzu. Nota bene pierwszy raz w swojej 18-letniej karierze wspinaczkowej skasowałem palca. Kiedyś musi być ten pierwszy raz, tylko czemu akurat teraz?. Przymusowy rest, mając skały na wyciągnięcie ręki będzie dla mnie (a raczej już jest) dużym testem cierpliwości.

 

Podsumowując, kolejny rok w Cornudelli minął nam jak z bicza strzelił. Praktycznie koło 4 miesięcy spędziłem poza Cornu, więc na małą ilość wspinu w najbliższej okolicy nie narzekałem, natomiast na brak kaski jak najbardziej (pod tym względem bardzo się cieszę, że 2013 to już przeszłość). Poza tym częściej mój zapal studziła kapryśna w ubiegłym roku pogoda niż niechęć i znudzenie i to cieszy najbardziej. Z różnych powodów nie był to najlepszy rok pod względem osiągniętego wyniku, poza 8c się nie wychyliłem, ale poczułem znacznie swobodniej i odważniej w obecności tej cyferki. Zresztą, o czym wyżej pisałem, niekończące się wyczekiwanie na pracę nie motywowało do próbowania trudniejszych projektów, a raczej wymuszało co najwyżej szybkie RP. Ze zrobionych 4x8c, 4x8b+ i całej masy tras łatwiejszych najbardziej w pamięci zapadło odhaczenie starego projektu na L´olla z Łukaszem Dudkiem i próby na Jungle Speed. Był to dla mnie pouczający i motywujący moment czasowy i chyba najefektywniejszy z całego roku. I chyba tylko wtedy wstawiałem się w coś trudniejszego od 8c. Powstała wówczas Directa Cornualles (której Lukasz ma 1 przejście, do mnie należy drugie) do dziś wydaje mi się trudną trasą, jak na swoją cyfrę. Aktualnie drogę próbuje paru naszych krajowych mocarzy i raczej wszyscy zgodnie twierdzą, że banalnie nie jest.

Poza tym trudno zapomnieć o około 30 próbach, wyścigiem z cieniem i namawianiem Uli na asekurację na Tufalofobii, czyli staniu w jakimś kompletnym krzonie i niezbyt pięknych okolicznościach przyrody i obserwowanie mojej irytacji na jakimś parchu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz oddałem tyle prób na drodze, która wydawała się szybkim „szpilem”;).

Każdego lata uciekamy z Hiszpy przed upałami. Z Hiszpy może nie uciekliśmy, ale przed upałami się udało, gdyż opisana wcześniej Asturia jest idealną opcją na lato. Było dużo zwiedzania, poznawania spotów wspinaczkowych na „zaś” i nowych interesujących ludzi. Wspin głównie onsightowy i tu dobrze pamiętam Nani 7c w Teverdze – hiszpańskiego „chińskiego maharadżę”, którego prowadziłem ponad godzinę, przede wszystkim sprawdzając wytrzymałość swoich nóg;). Poza wspinem „a vista” spore emocje były przy przejściu nie łatwego i bardzo trickowego El replicante 8b, którego razem z Tres tristes triceps 8b i Manumision 8a+ uważam za 3 najpiękniejsze linie ubiegłego roku. Tyle jeśli chodzi o podsumowanie ubiegłorocznego wspinu. Wszystkim, z którymi dane mi było się wspinać pozdrawiam i dziękuję za wspólne chwile. Było zajebiście;)…

 

Podziękowania za wsparcie należą się tez dla Evolv’a i ProRock’a, w którego teamie mam przyjemność działać i z którym nieustannie współpracuję.

 

Podobnie jeśli chodzi o ludzi, którzy odwiedzili, pomieszkali i mamy nadzieję dobrze wspominają naszą miejscówkę. Przewinęło się Was naprawdę sporo z najprzeróżniejszych miejsc Polski i nie tylko. Wszystkim dziękujemy za przybycie, wspólne wieczory przy piecu, każdą, nawet tą najmniejszą, pomoc oraz regularne dostawy chleba razowego i ogórków kiszonych z Polski. Poza tym wiem, że będzie to również czytać mama Uli, więc osobne, największe podziękowania należą się właśnie dla Pani za te wszystkie ogromne paki, pełne smakowitości i wielu nieraz bardzo potrzebnych rzeczy. Wszystkich Was zapraszamy ponownie i pozdrawiamy. Miejsce wolno bo wolno, ale się rozwija i mamy nadzieję, że będzie coraz lepiej.

 

W Cornu zaczynamy czuć zbliżającą się wiosnę, migdałowce zaczynają kwitnąć i powoli rośnie temperatura. Rozbicie namiotu nabiera sensu, noce stają się cieplejsze i regeneracja po wspinie możliwa.

Poza opcją namiotu, szczególnie zimą, gdy wieczory długie i często na minusie, druga opcja to wynajem mieszkania w Cornu, w czym czasem pośredniczymy. Miejsce, a bardziej projekt, ochrzciliśmy jako Climbing Tribe i pod tą nazwą zaistnieliśmy m.in. na Facebooku.

 

Z tych ostatnich, jesiennych przejść te najciekawsze to:

 

Los ultimos vampiros hippies 8c RP (Margalef),

Tres tristes triceps 8b RP (Siurana),

Sexo Sentido 8b RP (Siurana),

Cornu virus 8a+ RP (Siurana),

Tret de Carxot 8a OS (Siurana),

Cerco Iberico 8a OS (Margalef)

??? 8a OS (jedna z nowości na Espadelles na prawo od Super Nani w Margalef, załapałem się prawdopodobnie na pierwszego OS’a),

Aizkolari 7c+ OS (Siurana),

Mar de Boira 7c OS (Siurana),

Ronin 7c OS (Margalef).

 

Pozdrawiam

Rafał

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*