Lepiej późno niż wcale

Okres wiosenno-letni był dla mnie przede wszystkim lekcją pokory i cierpliwości. Skasowany palec serdeczny już na początku stycznia, o czym już wspominałem wcześniej, usadowił mnie na czterech literach na całą wiosnę. Pozostałe 4 grosze dorzuciła proza życia i tak z wielkich planów wykonałem tylko małe planiki, ale nie ma tego złego. Każda kontuzja bezlitośnie każe ci zwrócić uwagę na popełnione błędy, a czas potrzebny na rehabilitacje pozwolił mi na spokojnie spojrzeć na swoje wspinanie i nakreślić jakieś plany na przyszłość. Miedzy innymi udało się w końcu spotkać (bo pomysł leżał w szufladzie już od dłuższego czasu) i rozpocząć prace nad, anonsowanym już trailerem, filmem. Żeby nie zapeszać większej pary z ust nie puszczam, po prostu work in progress i mamy nadzieję, że coś z tego wyjdzie, więc trzymać kciuki. Wstępna premiera planowana jest na grudzień.

Nie było tak, że całkowicie odpuściłem wspin, jedynie zmniejszyłem jego intensywność, trudność i musiałem bardziej wnikliwie wybierać sobie drogi, żeby nie zgnuśnieć do końca i jakimś cudem podtrzymać formę musiałem się ruszać. W sumie tylko przez pierwszy miesiąc się nie wspinałem, kolejne dwa wspin był, ale lajtowy. Zapinać nie mogłem, ale za to na wyciągane palec nie bolał, a nawet miałem czasem wrażenie że to lubi;)…Uznałem, że to wszystko przez te niewygodne Margalef´owskie dziurki i wspinałem się tylko w Siuranie, czyszcząc to czego jeszcze nie zdążyłem wyczyścić i odkrywając sektory, w których jeszcze moja stopa nie stała. Reasumując był to bardzo przyjemny, bezstresowy okres, niczego od siebie nie wymagałem, starałem się nie oczekiwać, że coś trzeba pociągnąć, prawdziwy relax wspin z lekką dozą ostrożności, tak żeby palec powoli wracał do zdrowia. Przez ten okres, praktycznie nie wychylałem się poza cyferkę 7c, a takich między 7a-7b+ zrobiłem koło 40 sztuk. Pod koniec marca poczułem, że jest dobrze i dopiero wtedy zacząłem poruszać się po drogach ósemkowych i okazało się, że nie jest ze mną tak źle, parę fajnych siuranowych technicznych płytek pocisnąłem i z powiedzmy uśmiechem na twarzy ruszyłem na 2 miesięczny trip do Munchen, gdzie ośrodkiem odnowy SPA był dach eko elektrowni, na którym montowałem solary, czasem umilając sobie czas wizytacją lokalnych balderowni. Tak minęła wiosna.

 

Na lato zaplanowaliśmy familijno-krajoznawczo-wspinaczkowo-towarzysko-relaksacyjne wakacje w Polsce. Czyli wszystkiego po trochu, rodzinnych wizytacji, wspinu, turystycznych wypadów i jakiś jeden festiwal muzyczny na podładowanie baterii i wybawienie się przy dźwiękach ulubionych artystów (w tym celu wylądowaliśmy pod Berlinem). Jedynie kompletnie zapomnieliśmy brać pod uwagę, że jedziemy do krainy deszczowców i że plany planami, a pogoda i tak je zrewiduje jeszcze raz. To co miało być na miesiąc, z naszym wakacyjnym tempem i niezbyt przychylną pogodą było wykonalne, ale raczej w 2 miesiące. Zatem lipiec mieliśmy bardzo intensywny i mimo to że ciągle gdzieś jechaliśmy, czy też byliśmy, mały niedosyt pozostał. Jeśli chodzi o wspin to zaskoczył mnie głównie warun. Albo padało, grzmiało, albo parówa i duchota jak w tropikach, a skała albo mokra, albo wilgotna. Nie żeby się nie dało, bo cisnąłem ile i kiedy mogłem, ale inaczej to sobie w lipcu w Polsce wyobrażałem. Chyba mi się w tej Hiszpie w głowie poprzewracało…;)

No i to by było na tyle, niebawem zaczynamy bardzo powolny odwrót w kierunku Hiszpy poprzedzony przystankami w kilku spotach wspinaczkowych i odwiedzinami znajomych rozsianych po Europie. Upały powoli puszczają, więc i nasz Climbing Tribe wraca do życia i zaprasza do współpracy.

 

Z osiągnięć rehabilitacyjno wspinaczkowych wyszła taka lista przejść:

 

Agaave VI.6+ RP (Śnieżna Impreza + Super Akcje, idąc za ciosem po przejściu Pana i Władcy).

Lord Nelson 8b RP (rzadko powtarzana, niełatwa, typowa siuranowa mega-techniczna płyta z totalnym strzalem z kciuka, w mało medialnym sektorze Siurany).

Alis In The Sky VI.6 RP (jurajska nowość, na skałce której nie podejrzewałbym o tak ładną linię, cyferka chyba trochę za duża, o czym przekonałem się dopiero później porównując z poniżej pokonaną trasą).

Pan i Władca VI.6 RP (na ulubionym Okienniku, gdzie zostały mi już tylko same kombinacje do roboty, jednak po tak długiej nieobecności nawet kombinacje są dla mnie jak nowe drogi, piękna, wymagająca trasa).

Chikori 8a FL (Siurana style).

?¿? 8a+ RP („fest” trudna trasa jak dla mnie, zresztą wszystkie linie na La Capella wydaja mi się nie lekkie).

De aqui a la luna y volver 8a+ RP (mental fight bo ekiper chyba miał za mało boltów, pociągnięta w ramach czyszczenia sektora La Aparador w Siuranie).

Outback L2 8a+ RP (prezent po powrocie z monachijskiego dachu, czerwiec w Siuranie potrafi być znośny).

Lua 7c OS (piękny Siuranowy 40 metrowy kancik).

Pelicula de Por 7c OS

Gargamel 7c OS (w nowo odkrytym sektorze Montsant).

Tabernicola 7c OS.

 

Ps. w związku z tym, że z tekstem się nie wysiliłem, trochę za długo zwlekałem i wszystko pozapominałem;), wrzucam większą porcję wiosenno-letnich zdjęć, z odwiedzin naszej „prawie familii”, sytuacji filmowych, festiwalu Nation of Gondwana pod Berlinem i parę fot „wspinowych”.

 

Poza tym, tajemne logo Fcuk Gravity, które pojawiło się na moim blogu to grupa zajawionych na różnorodne outdoorowe działania ludzi, z którymi współpracuję, to również twórcy i pomysłodawcy zapowiadanego filmu.

 

Pozdrawiam

Rafał Porębski





4 myśli nt. „Lepiej późno niż wcale

  1. tak tak, wiem….od kiedy padl mi komp cos nie moge sie zebrac do napisania czegos ciekawego, ale tranquillo, cos wkoncu skrobne…pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*