5 lat unplugged

W tym roku stuknęła nam pierwsza okrągła rocznica, przede wszystkim Naszego związku, ale również stacjonowania w Cornu i oczywiście tylko po Hunce (rośnie jak na drożdżach) widać, że czas pędzi nieubłaganie do przodu :-). Pięć lat zleciało nawet nie wiem kiedy, a tu jeszcze tyle roboty do zrobienia :-).

5 lat

Pięć lat razem i nie zmienia się nic 😉

Aktualnie jestem na wyjeździe służbowym ;), tym razem na Malcie (o której będzie) i podejmuję kolejną próbę reanimacji mojego bloga. Tym razem plan jest inny. W związku z tym, że czasu minęło dużo, więc i tekstu wyszło mi jak na bloga za dużo, będę wrzucał go w krótszych, przystępniejszych do przeczytania częściach. Może zyskam w ten sposób nowych czytelników, którzy nie mają czasu lub ochoty na długie wypracowania, a krótkie teksty są w stanie ogarnąć niejako po drodze.

wyjazd służbowy

Wyjazd służbowy na Maltę.

Piąta zima odeszła w zapomnienie i gdyby nie kalendarz ciężko by było rozeznać się kiedy ta pora roku miała miejsce. Zresztą nie tylko u nas z roku na rok głównie zimy są coraz mniej zimowe, co mnie wspinacza bardzo cieszy, ekolodzy natomiast pewnie mego zdania nie potwierdzą. Ciekawe czy globalna zmiana klimatu, będąca odpowiedzią naszej planety na nasze działanie, doprowadzi do tego, że w Hiszpanii warun nie będzie już taki stabilny, a w Polsce będziemy wspinać się cały rok.

czy to zima czy wiosna

Jaka to pora roku?

Masa ciekawych postaci wspinaczkowych przybyłych z różnych miejsc świata, coroczni zimowi bywalcy, lokalni ziomale, fiesty, projekty, „upgrady” na ranczo. Tak w telegraficznym skrócie zleciało mi ostatnich kilka miesięcy.

ziomale

Ziomale z całego świata.

ziombale

I ziomeczki z bliższej oklolicy 😉 , tu Moma zapina na Kale Borroka.

W tym roku znaczną przewagę wspinaczy stanowili Niemcy i co ciekawe, każdego roku jest inaczej, tak jakby kolejny rok należał do jednego kraju na zasadzie jakiejś nie znanej mi ustawki. Pewnie teraz duży wpływ na to miało wprowadzenie opłat za kampowanie w Margalefie i Niemcy, dla których Margalef jest hiszpańskim odpowiednikiem Franken, po prostu przenieśli się do Siurany. Co do opłat w Marga, moim (i nie tylko) zdaniem, są trochę za wysokie w stosunku do oferowanych warunków i myślę, że sytuacja może jeszcze ulec zmianie. Kampować można aktualnie tylko w dwóch miejscach: przy tamie (taniej) i na nowej miejscówce niedaleko wioski (drożej bo i warunki lepsze). Pobieranie opłat za kampowanie przy tamie, przy jednoczesnym braku przede wszystkim toalet (bywalcy wiedzą, że sprawa jest dosyć istotna), wygnało ludzi z Marga, co podobno odczuli właściciele np. barów w wiosce, które wcześniej miały dużo lepszą frekwencję. Dla mnie osobiście taniej jest wrócić do Cornu niż zostać na noc w Marga i zostawić jakieś pieniądze choćby w barze. Niezbyt zrozumiała polityka tamtejszych władz może jeszcze się po prostu klaruje. Pożyjemy, zobaczymy.

W Siuranie zresztą również zachodzą małe zmiany. Pomiędzy wioską i ostatnim parkingiem, a campem pojawił się nowy parking, za który, jak na razie weekendowo, pobierana jest opłata. Kamperowicze niejednokrotnie byli już wypędzani (głównie w weekendy) z ostatniego parkingu na ten najniższy przez policję w środku nocy!!!, kilka miejscówek pomiędzy tymi parkingami zostało przekopanych i dostęp został utrudniony czyli zabroniony. Wszystko, jak zwykle, ma swoje plusy i minusy, i absolutnie nie jest jednoznaczne.  Jednak generalnie świadomość wspinaczy pojawiających się tu na chwilę i nie zwracających uwagi choćby na to, że papieru i często pozostawionego bałaganu nikt po nich nie posprząta, jest mała. A to lokalną społeczność, nie zawsze sprzyjającą wspinaczom, tylko jeszcze bardziej rozdrażnia. Po kibelkach z RockProject Black Diamonda nie ma śladu, a ekipa naprawdę sporo się tu napracowała. Czemu? Bo niewiele zmieniły. Smutne to. Także zmiany, zmiany, czy na dobre??? hmm… nie jestem pewien.

el pati

El Pati

Wracając do wspinania, dobrą passę mogło przerwać tylko co? wiadomo, że robota. I przerwała, wylądowałem w Londynie na jakiś czas i niestety do dziś owy pobyt się za mną ciągnie, do dziś szarpię się o swoje, ciężko zarobione „dinero”– szkoda słów i lekki szok zarazem (pana Aarona Balla radzę omijać szerokim łukiem). Myślałem że na wyspach takie sytuacje nie mają miejsca. Muszę zwiększyć czujność i być ostrożniejszy, aczkolwiek sam nie wiem jak to zrobić. Wracając jeszcze do Londynu muszę, przede wszystkim podziękować tym, dzięki którym miałem gdzie mieszkać i dzięki którym ogarnąłem „papierologię” angielską. Bez Was bym nie dał rady. Wielkie dzięki, mam nadzieję, że będę mógł się kiedyś, jakoś odwdzięczyć.

Większość czasu, na szczęście, to okolica Cornu sweet Cornu 🙂 i wspin, a nie wyścig szczurów.

wspin nie wyścig szczurów

Wspin, nie wyścig szczurów.

Cofając się do ostatniego lata, spędzonego w polskich pieleszach, z akcentów wspinaczkowych pamiętam Metallicę i Sztukę latania. W skrócie wyglądało to tak.

Wspomniane lato w Polsce nie znało litości, wysokie temperatury nie sprzyjały warunowi na jurze, natomiast w Tatrach pierwszy raz (często nie bywam) doświadczyłem tak perfekcyjnej pogody i miłego towarzystwa zarazem. Razem z Młodym (M. Kazior) uderzyliśmy na, wydawało się nam chłodniejszego, Mnicha. Również wydawało się nam, że to wypad przygotowawczy przed Eigerem, do którego koniec końców wciąż nie doszło :), ale to inna historia, która może kiedyś znajdzie swoje zakończenie ;), a może nie. Mieliśmy 2 dni, więc Metallika wydawała się odpowiednim celem.

Pierwszy dzień rekonesans i rozpoznanie trudnych 2 wyciągów, a drugi sklejenie w całość. Najtrudniejszy, pierwszy wyciąg, poza tym, że zraził mnie plackiem wykutym, przyklejonym, „whatever” (w sieci już chyba wszystko zostało na ten temat powiedziane), nie poddał się tak łatwo i pierwszego dnia nie puścił. Na takich trudnościach nie pamiętam kiedy mi się coś takiego przytrafiło :), z drugiej strony granit to nie wapień, a ostatni raz miałem do czynienia z tego rodzaju skałą chyba w Zillertalu wieki temu. Muszę tę sytuację zmienić.

Dopiero podczas ostatecznego starcia drugiego dnia udało się sprężyć i zadać z nieprzyjemnego, podkutego gniota. Drugi trudny, a w ogóle trzeci wyciąg, próbował Młody, a ja ewentualnie myślałem o próbie flash (ostatecznie poszło szybkim RP), jest według mnie z lekko wciśniętą końcówką i dobrze, że akurat ktoś mógł nas o tym poinformować bo nie wiem czy sam bym na to wpadł. Odwykłem od takich sytuacji :).

Najładniejsze, te łatwiejsze wyciągi, każdy w innym stylu, sprawdzający inną umiejętność, dały nam najwięcej „fanu” i przyjemności i to dzięki nim miło wspominam całą naszą tatrzańską przygodę. Generalnie poza 2 wyciągiem (Młody na nim wykonał imponujący rzut ciała do kantu na końcówce cruxa), udało mi się poprowadzić wszystkie pozostałe.

Poza Tatrami, spędzaliśmy większość czasu w lasach Jury Północnej, rozkoszując się ilością zieleni, możliwością palenia ogniska i spotkaniami przeradzającymi się w długie spotkania :). Jestem sentymentalnie jednak mocno związany z Jurą i zawsze będę do niej z przyjemnością wracał. I zawsze czymś jest w stanie mnie zaskoczyć zarazem.

Sztuka latania, nowość na Jastrzębniku, zaskakuje urodą i tym, że jeszcze jednak w naszych skałkach da się znaleźć takie cacuszko. Niezłe znalezisko Ed i Mar :). Brawo. Było mi szczególnie przyjemnie jak spadając w tym samym miejscu, po n-tej próbie trafienia do dziurki na Robotobibok-u (coś mnie tam zablokowało hehe) mogłem się wspiąć po „ciekawszej” wspinaczkowo drodze. Co nie oznacza, że nie wrócę na Robota :). Kolejny sezon w Polsce już otwarty, polecam więc wybrać się na Jastrzębnik.

We wrześniu (2015 r.) wracamy do domu razem z nowym systemem solarnym mającym nas przenieść w inną epokę. Budowa zajmuje sporo czasu i dopiero od lutego cieszymy się z owego luksusu, który otwiera nam wiele nowych możliwości i z którym się dopiero zaprzyjaźniamy. Dzięki temu luksusy pojawiają się również w karavanie na campie, ale o tym później. Większość czasu jesiennego spędzam w pracy szykując się na najlepszy warun wspinaczkowy w Siuranie, zimę.

panorama okolicy

CDN… niebawem… naprawdę niebawem!

Pozdrawiam

Rafał Porębski

PS Na zakończenie tej części chciałem dodać, że nasza suczka Ari ma się super dobrze i porównując do tego jakim była psem jak się pojawiła u nas rok temu, przeszła konkretną metamorfozę z trudnego w obejściu i niebezpiecznego psa do kompletnego maślaka i pieszczocha. Chyba jej u nas dobrze. Koksi również zmądrzał i coraz rzadziej udaje, że ogłuchł. A nieprzerwanie i niepodważalnie całą ferajną rządzi Kitka.

ari i koks

Nasze lamparty na warcie.

PS2 W związku z tym, że wysypał mi się zarówno komputer, jak i dysk, straciłem chyba bezpowrotnie między innymi wszystkie poprzednie zdjęcia i teksty, które tu zamieszczałem. Jedyne archiwum to ten blog. Mam nadzieję, że ekipa wspinanie.pl gdzieś to ma bezpiecznie zachowane i tego nie wyrzuci :).

Fot. W. Jędrzejczyk / S. Chrząszcz / archiwum R. Porębski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*