Trochę historii

Kiedyś chyba już pisałem, że wspinanie w Siuranie, najpiękniejsze z najpiękniejszych, oznacza dla mnie przystawianie się do rzadko powtarzanych tras, często pięknych i trudnych czy też odkurzanie „zapomnianych” sektorów.

siurana-oscar-gimenez1

Siurana my second love. Fot. O. Gimenez

Razem z Manu, najlepszym przyjacielem i partnerem zarazem, jesteśmy w podobnej sytuacji i myślę, że jeszcze parę lat nie będziemy się nudzić w Siuranie. Gdyby nie Dani, Oscar i Pata nie mielibyśmy już czego tu szukać. Chwała im za to. Ciągle istnieje opcja nowych spotów takich jak już w sumie kilka lat istniejący Can Pepo (Pep Farre otwarł sektor). Oscar Gimenez, który w Siuranie do 8c zrobił chyba wszystko, ciągle eksploruje szeroko pojętą okolice i kilka miejsc zapowiada się naprawdę ciekawie (nie mogę na razie niestety puścić pary z ust), natomiast Dani Andrada regularnie odhacza stare projekty, zawsze dorzucając coś nowego (w tym akurat przypadku nie zawsze ciekawego). Ten ostatni to istny fanatyk wiercenia.

dani z wiertarką się nie rozstaje

Dani z wiertarką się nie rozstaje. Fot. W. Jędrzejczyk

Rok temu minęło 30 lat od powstania pierwszych klasycznych dróg w Siuranie. Skały były kompletnie dziewicze, wcześniej nie eksplorowane w sposób tradycyjny, tak jak często w przypadku starych, historycznych rejonów ma to miejsce. Od samego początku idea free climbing-u była obecna w głowach tutejszych wspinaczy, którzy pojawili się w malusienkiej, trudno dostępnej wioseczce Siurana. Zbiegło się to w czasie z ogólnym boomem na wspinanie sportowe na świecie. W Hiszpanii odchodzono od haków typu „buriles” na rzecz spitów, co w Siuranie pozwoliło obijać te najbardziej gładkie ściany. Poza tym to tu narodził się pomysł podziału rejonu na sektory, jak również odchodzono od ciągnięcia dróg do samego topu ściany. W połowie lat 80-tych pojawili się pierwsi fanatycy tego rodzącego się sportu. Takie postacie jak: (kolejność od tych pierwszych) Joan Chaparro, Eduard Burgada, Joan Olive, Joan Cabau, Carles Brasco, Ernest Corull stworzyły aktualną Siuranę, potem (aż do dziś) eksplorowaną głównie przez Dawida Brasco, Toniego Arbonesa, Oscara Gimeneza, Daniego Andradę, Patę i jeszcze paru innych.

Jest taki zestaw dróg w Siuranie z przełomu lat 80/90-tych, wycenionych wyżej od 8a+, które zostały obite jeszcze w latach 80-tych, a przejść klasycznych doczekały się w latach 90′-91′. Pierwsze przejścia większości z tych dróg należą do ówczesnej legendy wspinania sportowego Carlesa Brasco. Patrząc wg obicia, pierwszą drogą (obitą w 87 roku), która dopiero kilka lat później (po 91′) stała się 8b, była Via de l’Alsina w sektorze Espero Primavera. Droga do dziś ma tylko kilka powtórzeń.

Renegoide_8b+ RP-700x464

Renegoide. Fot. Maciek „Lesser” Gajewski

Co ciekawe, jednak pierwszą drogą wycenioną na więcej niż 8a+ jest Renegoide 8b+, gdyż zostało poprowadzone w 1990 roku przez Carlesa Brasco. Poza Renegoide złotą kolekcję najtrudniejszych wówczas dróg Siurany w 91 roku uzupełniają: obita w 88′ przez Eduardo Burgadę Umpah-Pah znajdująca się w sektorze L’olla oraz La Ballade des Pendus obita w 1990 roku w kultowym sektorze Can Piqui Pugui i Bad Boy z 1991 roku w sektorze Salt de la Reina Mora. Wszystkie to pionowe lub lekko przewieszone, z balderowymi, technicznymi pasażami – „gładkie” płyty. Niezbyt często powtarzane i rzetelnie wycenione na 8b tworzą kawał pięknego wspinu i historii Siurany zarazem. Kurfil z 91′ był wtedy 8a+, gdyż startowało się z kamienia pomijając pierwszy, najtrudniejszy, crux drogi. To były te pierwsze, od których wszystko się zaczęło.

Carles-Brasco-a-Umpah-pah-Foto-colleccio-C-Brasco

Carles Brasco na Umpah-pah. Fot. arch. C.Brasco

Całą tą historię uświadomili mi, już jakiś czas temu, Manu i Pep Farre i od razu tematem się zainteresowałem. Przez przypadek pierwszą, zgodnie z historią jej powstania, powtórzyłem Renegoide, a dopiero potem zainteresowałem się pozostałymi, teoretycznie łatwiejszymi, ósemkami be. Pierwsza padła „ballada” (oj nie łatwa to była sprawa), następnie w tym roku bardzo szybko, bo w 2 próbie, uporałem się z „umpapą”. Do kompletu zostały 2 drogi: Bad Boy i ze względu na 87′ rok obicia Via de l’Alsina (uklasyczniona została później). Podobno najtwardszy orzech do zgryzienia to Bad Boy, który podobnie jak Via de l’Alsina, musi poczekać do jesieni, gdyż Salt de la Reina Mora Espero Primavera to typowo zimowe sektory, a tu już słońce nieźle praży. Jeśli chodzi o Umpah-Pah to jest to linia idealna, rzucające się w oczy 2 szare pasy pośrodku gładkiej płyty aż się proszą o drogę. Również jak na tamte czasy dość wizjonerska, bo płyta z ziemi wygląda na kompletnie gładką. Kiedyś trasa uchodziła nawet za 8b+, jednak moim i większości powtarzających zdaniem, było to trochę za dużo i bardziej adekwatna wycena to 8b.

Z całą odpowiedzialnością i pewnością, fanatykom wspinu w Siuranie, zarówno kolekcjonerom jak i tym nowo przybyłym polecam wszystkie wymienione, również te, których jeszcze nie poznałem ;-). Jedynie poszukiwacze łatwej cyfry mogą być zawiedzeni ;-).

Can-Piqui-pugui.-La-balade-des-pendus-8b

Pep Farre na La Ballade des Pendus. Fot. Joan Capdevila Vallve

Niespodziewanie sektor L’olla był moim domem przez większość wiosennych dni. Ciekawe, bo wcześniej nie byłem fanem tego miejsca. Zrobiłem co miałem zrobić, co ładne, i się więcej tam nie pojawiałem. Wszystko to dzięki przedłużającej się walce Manu z bulderową Cronicą 8b (przy jego wzroście to bardzo trudna linia) i rozwiązaniu starych zagadek w lewej części sektora, o których jeszcze napiszę. Aktualnie Dani obił kolejne nowe linie (zgubiłem się co do ilości), jeszcze bardziej w lewo poza grotką, ale nawet dla takich kolekcjonerów jak ja nie jestem pewien czy to sprawa warta uwagi :).

Manu na Cronice

Manu na Cronica. Fot. W. Jędrzejczyk

Zanim jednak trafiłem na L’olle udało się odwiedzić kolejny nowy-stary sektor Montsant – El Libro, nowy (dla mnie) rejon Capcanes, powtórzyć nowość w Siuranowym sektorze Cingle del Pelegri, „odkopać” jedną z dróg na El Pati i zagrać na przepięknej i „przeprzyjaznej” Majorce – pozdro Filip i Justyna. Mam nadzieję, że na Majorkę jeszcze wrócimy, zarówno w celach wspinaczkowych, jak i muzycznych. Szczególnie, że miałem wrażenie, że stewardessa ledwo skończyła omawiać standardowe zasady bezpieczeństwa na pokładzie samolotu, a już lądowaliśmy, tak mamy blisko na wyspę.

Majorka party.

Majorka party. Fot. arch. R.Porębski

El Libro odwiedziłem z Uśmiechem, który coraz częściej zaczął odwiedzać Katalonię, w związku z tym również i naszą miejscówkę, stał się naszym rezydentem. Sektor Montsant został otwarty przez francuza Laurenta Triay, na stałe mieszkającego w Cornu, znanego m.in. z produkcji filmowych takich jak Fanatic Search czy Girl Thing. Miejscówka położona wysoko (niecałą godzinę zajęło nam podejście), więc bardzo rzadko odwiedzana charakteryzuje się totalnie pionowym, technicznym wspinem, gdzie brak magnezji odbija się na wynikach onsightowych. Około 30 metrowe drogi (dokładnie 16), jak na Montsant, wydawały się wymagające. Topo znajduje się m.in. w zbiorczym przewodniku „Tarragona Climbs”. Odwiedzić El Libro ma sens, gdy poruszamy się po co najmniej 7c i nie przyprowadzamy psa, gdyż pod same skały doprowadzają poręczówki, miejscami dość eksponowane. Wystawa płd-zach, zakaz wspinu 1 stycznia – 15 lipca, więc wybieramy się na wycieczkę jesienią lub w słoneczny zimowy dzień. Warto :).

Widok na El Libro.

Widok na El Libro. Fot. R. Porębski

Capcanes to już inna bajka bardziej zbliżona do Masriudoms i chyba podobnie do El Libro często odwiedzana. Pojawiliśmy się tam z Uśmiechem w niezbyt sprzyjających warunkach pogodowych. Wiatr urywał głowę i przez to było, delikatnie mówiąc, nie za ciepło ;). Mimo to udało nam się co nieco poruszać i co nieco dokonać rekonesansu miejsca. Jedno jest pewne, nie polecam wybierać się tam gdy prognoza wspomina nawet o minimalnym wietrze. Miejscówka super ładna i klimatyczna, zarówno wspinaczkowo, jak i noclegowo. Nie łatwa do znalezienia, więc dobrze jest wcześniej zainteresować się lokalizacją. Wioska Capcanes (coś jak Prades) znajduje się w okolicy Sierra de Llaberia, podobnie jak wszystkim znany Masriudoms lub rzadziej odwiedzany Pradtip i w stosunku do wymienionych położony jest bardziej na płn-zach, nie daleko od La Marca, koło Falset. Znalezienie skał trochę nam zajęło i nie jest łatwe, z wioski są niewidoczne, a kierunek na nieczynny hotel, który trzeba obrać, wydaje się początkowo błędny. Podobno w wioskowym barze do wglądu jest najbardziej aktualna wersja przewodnika i pewnie można się dowiedzieć szczegółów dojazdu, jednak mieliśmy problem ze zlokalizowaniem baru, jako taki przewodnik miałem od znajomego, więc odpuściliśmy poszukiwanie. W zamian za długie poszukiwanie mamy ładne miejsce parkingowe dla naszego campera i szeroko pojęty święty spokój. Tras wspinaczkowych około 50, kilka rozgrzewkowych „szóstek”, dominuje jednak przedział 7c+-8a+ plus kilka projektów. Posiadaną wersją ksero przewodnika mogę się z zainteresowanymi podzielić mailowo.

capcanes

Capcanes. Fot. R. Porębski

Wracamy do Siurany i do mało komu znanego i nie często odwiedzanego Cingle del Pelegri, czyli lewego przedłużenia bardziej znanego sektora La Capella. Wspin tu to niełatwa sprawa (poza paroma wyjątkami, dokładnie dwoma :)), jest mocno bulderowy i mocno techniczny. Jak mówią lokalsi: „pure Siurana”. Wyceny wyśrubowane, drogi bardzo estetyczne i moim zdaniem naprawdę ładne. Do tego sektor jest w cieniu większość dnia co przy wertykalnym (lub lekko przewieszonym) wspinie jest tu bardzo ważne. Najciekawsze i najtrudniejsze propozycje sektora należą do Daniego Andrady i Oscara Gimeneza. Ten ostatni niedawno otworzył stary projekt, o nazwie nawiązującej do ostatnich wyborów w Hiszpie, vota Ali Baba i wycenił minimum 8b/b+ (bliżej mu do 8b+), co jak na Oscara to naprawdę dużo. Jako że tej zimy mieliśmy piękną wiosnę, mogłem próbować drogę zaraz po powrocie z „tyrki” na wyspach w listopadzie. Początkowo wyglądało to mi na „mission impossible”, jednak kroczek po kroczku ruchy zaczęły się kleić, aż w końcu linię pociągnąłem w całości dokonując 4 przejścia (po Danim i Manu). Chwilę potem Dani otwiera kolejny projekt w okolicach 8b+-8c, plus łatwiejsze zaległości i plan kolejnych wizyt na Cingle del Pelegri gotowy :).

Na Mordeindo en polvo 8a+ walczy Manu

Na Mordeindo en polvo walczy Manu. Fot. R. Porębski

Grudzień i początek roku to powrót syna marnotrawnego na El Pati. Powrót bo wydawało mi się, że prędko się tam nie pojawię. Podobnie zresztą jak mój towarzysz Manu omijałem to miejsce łukiem. Jednak „never say never” o czym zresztą później przekonałem się ponownie, gdy trafiłem do sektoru L’olla. Skusiłem się z powodu odwiedzin znajomych, których na „dzień dobry” nie chciałem ciągać po mniej spektakularnych sektorach, aby przypadkiem nie zniechęcić do tego uroczego miejsca jakim jest Siurana. Poza tym było kogo dopingować na tamtejszych projektach (np. sporo ziomali wtedy walczyło z Kale Borroka) i przy okazji jeszcze raz przyjrzeć się dokładniej co wartego uwagi jeszcze pozostało na el Pati. Padło na Semental 8b+ biegnące zaraz na prawo od Estado Critico 9a. Trudności porównując do wspomnianej wyżej „voty” wydawały się mniejsze, a ciąg większy, czyli sytuacja do wychodzenia, Trzymała mnie górna, bardziej mentalna niż trudna, część drogi. Po pokonaniu wspólnego z sexo sentido i najtrudniejszego dla sexo sentido zarazem, semental odbija w lewo. Zaraz po tym mamy kluczową sekwencję, która doprowadza do rysy. Rysa trudna nie jest, ale krucha i „krzywa”z delikatnymi runoutami. To trzymało mnie najbardziej na drodze, oczywiście jak już rozkminiłem kluczową sekwencję. Trochę na ten dzień czekałem i w końcu przyszedł. Przemogłem się i droga padła bez większych emocji. Eh ta głowa, lubi płatać figle.

Semental

Semental. Fot. W. Jędrzejczyk

Poza tym, gdyby linia była częściej powtarzana (myślę, że ma kilka przejść), może górna rysa przestała by sprawiać wrażenie kruchej i dzięki temu rozładował by się trochę korek na sąsiadującym siuranowym klasyku Kale Borroka, czy na Dogmie. I może wtedy bym miał większą motywację do prób na Super Cowboyu czy Estado. He he chyba trochę za dużo „może” bo może akurat wtedy nie będą miał na owe próby wystarczająco mocy 😉 … takie tam starcze dywagacje, cóż ostatnio usłyszałem, że jestem na pewne rzeczy za stary:). Pozdrawiam pana od tego stwierdzenia jeśli to czyta ;)) … choć wątpię …

Pozdrawiam

Pozdrawiam 😉

cdn…

Rafał Porębski

Ps. Przede wszystkim fragment tekstu o historycznych drogach Siurany nie powstałby bez pomocy, dużej wiedzy i udostępnieniu informacji (http://www.algunesviesbones.com/) jednego z lokalnych fanatyków Siurany: Pepa Farre – thanks Pep ;-).

serduszko

Fot. Kiti

Ps. Z mniej ciekawych informacji zakończyłem, czego się spodziewałem prawdę mówiąc, współpracę z polskim dystrybutorem Evolva. Tak naprawdę większość czasu (kilka lat) współpracowałem z poprzednim przedstawicielem i zarówno ja, jak i on byliśmy zadowoleni. Z nowym ledwo i z mozołem się zaczęło, a już skończyło. Kwestia punktu widzenia i polityki firmy. Stąd zniknięcie logosa z mojego bloga. Czas rozejrzeć się co nowego i ciekawego na rynku ;-).

2 myśli nt. „Trochę historii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*