Wiosenne porządki

Pocztówka z El Falco, wspina się Wojti Jędrzejczyk.

Witam wszystkich po długiej przerwie. Chyba musicie się do mojego stylu pisania bloga przyzwyczaić. Na szczęście dzięki istnieniu mediów społecznościowych generalnie jesteście na bieżąco. W moim przypadku blog jest rozwinięciem tego generalnie na szczegółowo.
Porzuciłem liczenie, ile to już razy tej zimy, leciał z nieba taki szlam, jest chyba 200% wilgotności i temperatura w okolicach zera. Zima tej zimy nie rozpieszczała wspinaczy, mam wrażenie, że nie tylko w Hiszpanii.

Gorąca Hiszpania 🙂

Pogoda sprzyja do siedzenia przy piecu i pisania bloga, bo dziury w palcach nawet wypad na Monobloc odradzają. Skoro sa dziury było wspinanie, skoro było wspinanie, tzn pogoda była, więc co za głupoty wypisuję? :). Tak była raz na jakiś czas, nie za często i daleko od perfekcyjnego warunu. Wspinaniu często bliżej było do survivalu niż sportu i jak dla mnie to była pierwsza taka sroga zima, głównie ze względu na niskie temperatury. Bo opadów było co kot napłakał. Natomiast teraz natura z opadami nadrabia ;).

Madame Pompidou 7b+ na Ca La Boja.

Dawno nic tu nie wrzucałem, więc będę nadrabiał zaległości. Ubiegłoroczne lato jak zwykle spędzaliśmy w Polsce i , jak zwykle, było bardzo intensywnie. Najeżdziliśmy się po Polsce sporo i zgodnie z zasadą – nie tylko wspinem człowiek żyje, było zwiedzanie zachodu i pomorza naszego kraju, rodzinnych spotkań kilka, jak również imprez plenerowych nie zabrakło w menu.

🙂

Pomortek 2017

Tym razem koniec sezonu (jeśli wogóle coś takiego istnieje) miał być trochę specjalny. Ze względu na moje okrągłe urodziny zaplanowaliśmy imprezę „jak za starych czasów”, a wspinaczkowym prezentem miała być pewna droga, na której byłem mega blisko sukcesu, który to został pokrzyżowany przez naciągnięcie ścięgna, upały i prace, czyli generalnie życie. Droga nie zając, a jak wiadomo większą radość daje sama droga do celu, nie jego zdobycie ;), bawiłem się więc przednio i napewno, z przyjemnością, wrócę do zabawy.

work in progress.

Praca na trudnym RP to nie przelewki, wciąż się tego uczę, a bardziej uczę moją głowę. Piotrek Schab ostatnio gdzieś pisał że o dostrzeżenie progresu czasem trudno, że trzeba szerzej na sytuację spojrzeć. Jak najbardziej zgadzam się z powyższym, pojawiają się szczegóły i szczególiki, nie widoczne czasem dla oka obserwatora, a wpływające mocno na progres. Chyba właśnie w odkrywaniu tych detali mam przyjemność, która motywuje do powrotu kolejnego dnia na projekt. A czym trudniej tym detali więcej, proces dłuższy, ale znowu forma nie wieczna, bo czasem rozkminianie drogi to bardziej wiszenie niż wspinanie (przynajmniej w moim przypadku). Pogodzenie się z niektórymi przyrządami wspomagającymi typu ścianka, campus ect. 🙂 na pewno by nie zaszkodziło, ale coś nie zawsze wychodzi. Uff, nikt nie obiecywał że będzie łatwo, najciekawsze w tym jest że w nagrodę za całą ciężką robotę, za zdobycie szczytu, zamiast uskrzydlenia, bywa że pojawia się tzw. blaza. A mimo to wciąż zabieram się za kolejny projekt. Eh ta głowa, bez niej wspinanie byłoby takie nudne ;).
Wracając do tematu, na otarcie łez, udało się powtórzyć łatwiejszą wersje wspomnianego prezentu urodzinowego:), czyli La furia de la jungla 8c, na La Capella. Ciekawą, mocno balderową kombinację La furia de titan z jungle speed – czyli balder startowy z furii, balder w trawersie do jungle speed i koncowka z jungle speed, z której też udało mi się spaść.

Diabolina 6.6 na Jastrzębniku.

Wspinaczkowe wakacje w Polsce to przede wszystkim powrót do gry po kontuzji, mój pierwszy raz w Sokolikach 🙂 i ukochana jura północna. A w pamięci poza super czasem z super ekipą spędzonym w jurajskich lasach zostały Diabolina 6.6, Lukrecja Borgia 6.6, wymyślona kombinacja Atak Lukrecji 5+/6 i flash-e na Energoprojekt 6.5 i Bruno and Toni 6.5.

Lukrecja Borgia 6.6

Poza wspinaczkowe wakacje w Polsce to Geburstek, ten kto nie był niech żałuje. Dawno takiego spotkania tylu znajomych w jednym czasie i miejscu nie widziałem, aż łezka się zakręciła. Jak wspominałem, była to moja 40-stka, rocznica Matysa i Justyny i urodziny Myszka, więc było co świętować. Przy organizacji imprezy wzięło udział sporo osób i mimo małego kryzysu na początku wszyscy stanęliśmy na wysokości zadania. Super się dopełnialiśmy, super się to wszystko organizowało, dziewczyny szacun za wystrój, Ula za przepyszne jedzenie, Marcin za kosmiczne oświetlenie, z Myszkiem + crew możemy sobie pogratulować pięknego zadaszenie, Kuba za ogarnięcie i spięcie wszystkiego razem, Wojtek, Olek, Olej, DJ’s za energetyczne sety i publice, za to że dopisała i jest:). Był to taki zastrzyk energii przed nie lekką, już mam nadzieję odchodzącą w zapomnienie, zimą. Trzeba to powtarzać 😉

Geburstekowa familia :).

Geburstek

Powrót do Cornudelli we wrześniu to bardzo przyjemna sprawa. Po całym zgiełku, hałasie miasta, mieszkaniu w vanie z 2 nie małymi psami, intensywnym działaniu bez większego odpoczynku, uczucie spokoju i ciszy totalnej na naszym „ranczo” – bezcenne i niewymienialne.

Climbing Tribe crew.

Nie tylko wspinaczkowymi projektami człowiek żyje, a mi chyba od samego początku projekt zbudowania gorącego prysznica chodził po głowie. Tylko ciągle czegoś brakowało żeby zacząć. Aż w końcu nadszedł ten dzień i w listopadzie rozpocząłem budowę, a jakoś na koniec roku było po robocie. Miło mi zatem wszerz i wzdłuż obwieścić, że od jakiegoś czasu na naszym Climbing Tribe-owym „ranczo” w końcu pojawił się gorący prysznic !!! :-)…chodzą słuchy, że najlepszy w Cornu ;)…Przy okazji, chcieliśmy bardzo podziękować wszystkim Wam za support zarówno tego projektu (Merci Pszczoła ;-)) jak i całej naszej miejscówki. Mamy nadzieję, że mieszka się Wam u nas dobrze. Dzięki.

Jest i on – gorący prysznic !!!

Niejako wymiennie z trwającą budową, wkręciłem się i toczyłem boje z nową linią obitą przez bardzo dobrego przyjaciela Ignaci Garcia rok temu. Dla „Flaco” projekt okazał się troszkę za trudny, namówił więc mnie do spróbowania (merci Flaco!!!). Linia wyglądała super ładnie i bardzo trudno, zerkałem już na nią rok temu, prosić się więc nie dałem tylko odrazu od pierwszej próby wkręciłem na całego. Super uczucie szczególnie, że nie zawsze tak mam.

Obstacle, crux.

Niby od pierwszej próby ruchy miałem rozkminione i wydawało mi sie że pójdzie gładko, tak podczas prób łączenia w całość zaczeły wychodzić wspominane wyżej detale, które walkę wydłużyły aż do ostatniego możliwego dnia prób przed zbliżającym się konkretnym załamaniem pogody (23.11. skończyła się słoneczna jesień, a rozpoczeła mroźna zima, razem z tym możliwość wspinu w cieniu, a jesienią większa część drogi cały czas jest w cieniu).

Wisienka na torcie na Obstacle.

Szczęście przyniósł ziomeczek kręcący się akurat po okolicy, który mógł mnie wtedy złapać (dzięki Szumiłek). Ale z kim ja tam nie byłem (dzięki za cierpliwość Wam wszystkim) zanim Siurana usłyszała okrzyk radości oznajmiający o powstaniu Obstacle.

crux

„Obstacle” znajduje się na najbardziej z lewej położonej ścianie sektora Aparador (w lewo od orejas de pana, drogi/projektu nr 1 na Aparadorze, wg przewodnika D.Brasco), jest całkowicie naturalna, i mimo 35m długości bardzo balderowa. Podzielił bym ją na 3 odcinki: 3 wpinkowa kilkumetrowa płytka (7b/b+?) do charakterystycznej płetwy, od której zaczyna się drugi, kluczowy odcinek – super ładny, trikowy i dynamiczny balder (koło 8-10 ruchów, 7c/c+?). Po baldzie mamy super dobry rest (niestety:)) i odcinek odcinek nr w nagrode czyli 20m wytrzymałościowego, płytowego, przepięknego wspinania (7c+/8a?) – tzw. wisienka na torcie. Całość wydaje mi się i odczuwam jako rzetelne 8c. Czas pokaże czy się mylę. Powoli wiosenne sektory zaczynają działać, więc warun na Obstacle robi się coraz lepszy…

Obstacle, odcinek 7c+/8a ???

Po Obstacle nadszedł czas zimna, wilgoci i wiatru. Działania wspinaczkowe wymagały silnego zaparcia i tylko czasem wychodziły jakoś z sensem. Trochę ratunek i suchą skałę oferowało znane Masriudoms jak również bliżej Cornu, wersja dla śpiochów, południową wystawą i bezwietrzną pogodą rozkoszowaliśmy się na El Dart w Arboli. Ale jakoś za wiele takich dni nie było. Mimo to tej zimy miało miejsce wiele przejść super trudnych linii w Siuranie – szacunek bo było „duro, duro”!. My głównie z powodu wiatru większość czasu w Siuranie spędzaliśmy po drugiej stronie, bardziej osłoniętej od wiatru, na Can piqui pugui było tylko „fest” zimno 😉 oraz na niezniszczalnych Espadellasach w Margalefie.

Próba OS-u Momy na Espadellasach w Margalefie.

Heura 7c+ w wykonaniu Uśmiecha – stara buła…;)

Kiedyś już pisałem o el dard, ładnie połżonym sektorze Arboli, z widokiem na morze, jedną ścianką rozgrzewkową i główną z takimi klasykami jak Marginao 7c. Tym razem pojawiliśmy się tam w związku z nową linią obitą znowu przez Ignaci i aurą (wiatr) nie dającą za wiele innych możliwości do wyboru, a tam lampa. Obita linia okazuje się super interesująca, 2 baldery bardzo się różniące, pierwszy kluczowy to techniczny pasaż po krawądkach na brzuszku do średniego restu i przez miejsce troche trikowe, trochę na równowagę docieramy do pierwszego łańcucha. Drugi odcinek to sakramencko trudny ruch (chyba dynamiczny) ze słabego chwytu do nie najlepszego „fuckera” – tego nie byliśmy w stanie zrobić, a szkoda bo po tym ruchu jest jeszcze kilka bardzo estetycznych i siłowych przechwytów. W miare sprawnie udało mi się rozprawić z pierwszym wyciągiem stawiając cyferkę 8a+. Nastepny – Moma – na dzień dobry urwał kluczowy chwyt na drugim baldzie wg mojej koncepcji i natychmiast wymyślił i zrobił wg swojej koncepcji. Oboje uznaliśmy że w wycenie nic to nie zmienia i tak powstała, dzięki robocie Ignaci, Windblow 8a+ (L1), L2 zostaje jako projekt na przyszłość. Przy okazji droga (projekt) nr 22 w przewodniku Tarragona Climb (stare wydanie), czyli po prawej od Marginao, to już teraz super ładne (troche niestety podsikowane) 8a+, polecam.

El Dard

Na przełomie grudzień, styczeń, w związku z tym, że w jurcie zamieszkali znajomi, przyczepy również zajęte, zostawiliśmy miejscówkę w zaufanych rękach Andrzeja i Justyny i wysłaliśmy na szybkie wakacje do Gandii pod Walencją.

Ośla farma niedaleko Gandii.

Tam dołączają Matys i Justyna i razem stacjonujemy na znanej co poniektórym bardzo przyjemnej miejscówce nad samym morzem, na której poza wspinaczami spotkać można było różnego rodzaju travelersów, surferów, freaków itp. Gandia dla mnie była odskocznią i odpoczynkiem od małych Siuranowych chwytów. Podreperowałem wytrzymałość i morale wspinaczkowe ;). Wspin w Gandii super fajny, drogi przewspinane warte odwiedzenia rejonu i to nie ostatni raz. Jedynie chorowanie trochę nam szyki pokrzyżowało, cóż kiedyś trzeba, szkoda tylko, że akurat na wakacjach :).

Super klasyk 7c w Gandii.

W Cornu, po powrocie z Gandii, powróciliśmy do lawirowania wspinaczkowego z pogodą, nieprzerwanego sprawdzanie prognoz, wyczekiwania na warun i prób wspinu po czymś trudniejszym. Wspinu pogoda nie ułatwiała, wręcz momentami pachniało kontuzją. Jako że na campi (sektor Can Piqui Pugui) za wiele do wyboru nie mam, wybrałem po prostu nominalnie tą najłatwiejszą z tych trudnych, które mi zostały.

Mauthausen

Poza tym na drogę już od jakiegoś czasu zerkałem. Uchodzi za trudną, więc z dużym respektem, czyt. powoli, zbierałem się do prób. Dopiero Obstacle chyba dodało skrzydeł. Próby z powodu klasycznego tzw. zimnego palca, przeciągały się w nieskończoność. Droga dla skóry bezlitosna. Dwie, czasem trzy próby i było po „szychcie”, mogłem iść do domu. Więc w sąsiednim Marga trzeba było, w międzyczasie robić metry, podtrzymujące formę przy życiu. Bardzo fajny to był czas, dużo znajomych, dużo projektów i bardzo nakręcająca atmosfera. Trochę to poprawiało morale.
Mauthausen do łatwych i przyjemnych nie należy. Kluczowa krawądka nie ma litości dla skóry, a trzeba ją mocno trzymać. Cała droga to: 3-ruchowy mało przyjemny balder zaraz na „dzień dobry” przechodzący w teren max 7a do dobrego restu, który po pewnym czasie okazał się super bolesny-chwyty restowe są w wąskiej rysie, której krawędzie za każdym razem nacinały delikatnie mi skórę od wierzchu dłoni, aż całkiem przecieły, do dzisiaj goi mi się ranka. Wiem wiem, pewnie histeryzuje, ale było to upierdliwe. Od restu zaczyna się kluczowy (3 wpinki) odcinek – około 10 ruchów po krawądkach, długich ruchów (dobrze byc wysoki), przy czym najpiekniejszy z nich to lekko dynamiczny ruch w plecy i wyjście z tego ruchu – majstersztyk. Całość, jesli chodzi o ruchy super estetyczna i ładna, tylko troszkę bolesna (troszkę) – nie chciałbym odstraszyć tylko zarekomendować :), przy okazji wizyty, po zrobieniu wszystkich klasyków na Campi tą linię polecam jako nastepną do sprawdzenia czy mam rację;). Trochę walki było, ale w takim towarzystwie cały proces to była czysta przyjemność. Dzięki Wam za support :).

Po Mauthausenie trochę się musiałem powłóczyć po okolicy i odpocząć od „Campi”. W związku z nowymi drogami na zapomnianym Ca la boja, pojawiła się więc świetna okazja żeby tam zajrzeć. Pep Farre otworzył nową 8a, natomiast wizjoner Dani obił kilka mocno balderowych linii na głazie przylegającym (opierającym się?) do głównej ściany sektora. Jedna z nich, coś koło 8a+/8b, wygląda interesująco. Tym razem nie spróbowałem żadnej linii Daniego, za to powspinałem się po tamtejszych klasykach sektoru, zarazem historycznych drogach. Dios Nidor 7c+, Kurt the Gandalf 7b+, Madame Pompidou 7b+ czy La loca mas loca del Bodevil 7b to prawdziwe perełki i pierwsze takie cyfry w Siuranie z lat 80-tych.

Kurt the Gandalf 7b+, siuranowy oldskul…

Po wspinaczkowej włóczędze przyszedł czas na danie główne, ale to już historia na następny raz, oby nie za rok ;).

W związku z paroma upgradami, głównie prysznic, ale nie tylko (ładowanie 220v, kamienne podłogi, odświeżone przyczepy,i inne duperele), staliśmy się „5-cio”, nie może „3-gwiazdkowym hotelem” ;). Troche nam zeszło, ale jak widzicie jesteśmy cierpliwi, uparci i łatwo nie odpuszczamy, szczególnie jak widzimy że pomysł działa. A działa dzięki Wam, od września przewineło się Was naprawdę sporo i fajnie było z wszystkimi „Wami”.

Jeśli chodzi o miejscówkę od jakiegoś czasu wycofujemy się z namiotów i stawiamy na przyczepy, jest duuużo przyjemniej i wygodniej podczas rześkich wieczorów i nam, z wielu względów, łatwiej ogarnąć taką sytuację. Zapraszamy.

Aktualnie mamy wiosnę, aż tyle zajeło mi pisanie tego bloga? , a nie to tylko zmiana klimatu…

Ps. Niestety ta zima również z powodów rodzinnych była dla nas trudniejsza. Ula większość czasu spędzała w Polsce, a ja z Hunką siedzieliśmy w Cornu, z wiadomych powodów. Wszyscy, którzy pomagaliście Uli w Warszawie jesteście wielcy i o wszystkich pamiętamy. Specjalne podziekowania dla Miszki za wiele dni pracy i nieocenionego wsparcia. Również dla Maćka za pomoc i wyprawę do Korabiewic do pani Magdy, co zresztą mogłoby być historią na osobnego bloga.

Ps. A wiosna to nowe projekty (nie zapeszamy), nowe zajawki i na koniec coby tradycji stało się za dość zjeżdżamy do Polski i tam się widzimy ;).

Na koniec jeszcze to co ciekawe i czasem polecane, co udało mi się upolować w opisanym wyżej czasie:

Obstacle 8c FA
Mauthausen 8c RP
Nacido Para Perder 8b RP – jedna z tych linii w Margalefie, na których robione były metry;).
Diabolina 6.6 – jastrzębnikowa nowość Eda, połączenie startu Alei Zasłużonych z Filarem Zapomnienia.
Lukrecja Borgia 6.6 – majstersztyk !!!.
Atak Lukrecji 6.5+/6 FA – Lukrecja + Atak Glonów.
Windblow 8a+ FA – nowość na El Dard w Arboli.
? 8a+ RP El Dard – nowość Toniego Arbonesa na El Dard.
Felicidad 8a+ FL – niespodziewanie, bo po chorobie, dzieki Szumiłek, szczęście mi przynosisz ;).
El Rompebragas 8a OS – się człowiek mało w takim terenie wspina to potem walczy o życie.
Living Siurana 8a RP – nowa droga Pepa w Siuranie, na Negocie, na prawo od Pren Noty 8a i CHC 7c.
Siurana Climbing House 8a – kolejna nowość na Negocie, tym razem start Life Style 8a+ i w połowie w lewo, niby w łatwiejszy teren :), polecam obie linie.
Pinche Lupita 8a OS – Masriudoms, klasyk, podobno przeceniony na 7c+, bez walki na ostatnich metrach się nie obyło, zostawiłbym 8a.
Carta Cartero 8a RP – chyba jedna z trudniejszych 8a w Marga, wg mnie 🙂
Especial Caballeros 8a OS – Margalef, super droga, polecam.

Foty autorstwa:
Piotrek Deska (dhclimbing.com), Wojtek Jędrzejczyk (worektransportowy.pl), Wojtek Kołodziejczyk, Maciej „leser” Gajewski, Adam „olej” Olejniczak, Marcin Gobczyński oraz zbiory własne. Dzięki chłopaki.

Przybijam też piątkę z nieprzerwanie mnie wspierającym Jackiem z ProRock-a (prorock-climbing.eu/pl/) i Tarniolem z Fcuk Gravity.

Pozdrawiam i życzę czytelnikom tłustej cyfry w tym rozpoczynającym się sezonie w Polsce.

Rafik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*