…tym razem mleko

Czas w Hiszpanii biegnie jakby wolniej, ci co zaglądają tu regularnie (a są tacy) widzą to m.in. po odstępach czasowych moich wpisów, przy czym mi się wydaje, że niedawno coś przecież pisałem, a tu pyk i się okazuje, że minęły 2 miesiące. Osobiście odczułem owe „spowolnienie” czasu, gdy znaleźliśmy się z powrotem w Cornu po intensywnej wizycie w Polsce. Znowu wszystko się uspokoiło i czas przestał gonić kolejne spotkania czy sprawy do załatwienia. Mimo tego, że w Cornu na brak zajęć nie narzekamy, mamy tu prawdziwy chill out…a my lubimy chill out ;). Czytaj dalej

Jesienne ostatki

Jest kolejny wpis, lenistwo i brak weny nie pomagały w owym przedsięwzięciu. Trochę czasu upłynęło od ostatniego razu. Po lecie niewiele pozostało, poza wspomnieniami, a jesienno-zimowy sezon wciąż jeszcze trwa. Pole namiotowe powolutku się rozkręca, przynajmniej tak nam się wydaje. A czy ma to sens powinna pokazać wiosna. Z warunem jest różnie, pora deszczowa, wygląda na to, że razem z końcem listopada się zakończyła, temperatura maksymalna 8-10 stopni, jeśli z grzejącym słoneczkiem jest idealnie. Mieliśmy tu kilkudniowe ochłodzenie, w nocy nawet do -5 st., woda zamarznięta, w miejscach zacienionych szron nawet do południa leżał. Wspinanie nie należało do tych najprzyjemniejszych, lecz niewiarygodne tarcie trochę to rekompensowało. Jako ze jestem typem spod znaku ¨0% tłuszczu¨ marzłem i rozgrzewka bywała bolesna, aczkolwiek możliwa i jeśli się udała, trzeba było bezzwłocznie uderzać na projekty. Aktualnie cieplej, tyle że dla odmiany wieje wiatr 40 km/h. Tak źle i tak niedobrze, choć, jak wiadomo, lepiej chłodniej, niż wietrzniej. Jednym słowem pogoda w kratkę, ale wspinaczka możliwa, na prace nad trudnymi projektami powiedziałbym „perfekto”.

Czytaj dalej

Gorąca czekolada

Lato w Hiszpie, w miesiącu sierpniu, pokazało pazury i dało trochę popalić. Uśpiło to moje zapędy wspinaczkowe, więc na ten czas trochę odpuściłem, szczególnie, że z motywacją również nie było najlepiej. Praca odcisnęła swoje piętno na formie, skwar dorzucił 3 grosze i po prostu ciężko mi się było z tym wszystkim zebrać. Zresztą nasz ogródek również ledwo zipał i dał radę przetrwać sierpniowe upały. Niewiele chłodniej temperaturowo, znacznie cieplej towarzysko, było w Rodellarze, który w sierpniu odwiedziłem opuszczając opustoszałe Cornu. Jak co roku sporo naszych się zjechało, w Kalandrace zabawiało i dobrych przejść nie brakowało;). Krotki pobyt uświadomił wytrzymałościowe braki, kilka dróg spuściło porządne lanie, kilka pozwoliło dojść do łańcucha, ale przede wszystkim dało impuls do ogarnięcia się. Po powrocie do Cornu rozpocząłem owe ogarnianie się i przygotowania naszej miejscówki do okresu jesienno-zimowego. Małe pole namiotowe, które stworzyliśmy wymagało trochę pracy. Poczynając od koszenia traw, pojawiła się „kuchnia polowa” i kibelek; prysznic w trakcie. W związku z brakiem wody bieżącej zakupiony został 1000 litrowy kanister, który powinien rozwiązać sprawę. Mamy nadzieję, ze powstanie przyjemne, alternatywne miejsce do spędzania wolnego czasu, restowania, ćwiczenia jogi itp. dla naszych gości. W przyszłości planowo ma pojawić się kolejna jurta, a aktualna nasza inicjatywa ma na celu sprawdzenie czy idea ma sens i będzie funkcjonowała. Klimat miejsca tworzą ludzie, a my jesteśmy otwarci na wszelkie pomysły i chętni współpracy. Więc jeśli masz jakiś pomysł, idee, plan czy tez po prostu chcesz się powspinać w okolicy napisz do nas:)

Czytaj dalej

Euskadi

Chwilowa przerwa musiała nastąpić w moim blogowaniu. Nie było po prostu czasu spokojnie usiąść i zebrać wszystko do kupy. Pobyt w Bawarii trochę się przedłużył. Podobno bezrobocie w Hiszpanii wśród ludzi młodych sięga 46%!!!, więc to przedłużenie roboty nie takie złe w ostatecznym rozrachunku wyszło. Pomijając to, że super było pracować z dobrze znaną brygadą ;). Dodatkowo wyskoczyła niespodziewana wizyta w Katowicach. Niespodziewana, gdyż nie zauważyłem odpowiednio wcześnie, że kończy się przegląd;). Ale nie ma tego złego… Bardzo miło było spotkać znajomych i odwiedzić stare śmieci. Spraw do załatwienia nazbierało się trochę, więc wizyta była baaaardzo intensywna.

Zaraz po powrocie do Cornu wybraliśmy się na wypoczynkowo-poznawczy wypad do kraju Basków. Patrząc z aktualnej perspektywy, do pogodowo przyjaźniejszej człowiekowi okolicy, gdyż teraz w Cornu, w ciągu dnia, nie wychodzi się z cienia. Prawdziwa piekarnia. Jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Wspinanie niemożliwe, ale ogródek za to wydaje się zadowolony. Jako ze chwilowo sam na gospodarce siedzę, nie mam możliwości przejedzenia wszystkich zbiorów, przede wszystkim osaczony zostałem przez pomidory. Poza tym kontynuuje niekończącą się akcje woda. Także żeby się jeszcze wspiąć muszę zagęszczać ruchy, co w tym klimacie nie jest łatwe.

 

Jeśli chodzi o kraj Basków, bardzo nam się podobało. Ludzie otwarci, pogoda na wspin idealna, a okolica krajobrazowo jak w naszych Beskidach, tyle że z dostępem do oceanu;). Mega zielono, bujniejsza roślinność, chłodniej, przez 2 dni mieliśmy nawet opady deszczu, całkiem inna Hiszpania. W planie było możliwie najkrócej siedzieć w jednym miejscu, odwiedzić te najbardziej znane miejsca wspinaczkowe i zobaczyć również kraj od strony turysty nie-wspinacza. I międzyczasie trochę odpocząć (czyt. wyspać się) po ¨arbaicie¨. Na to wszystko mieliśmy 10 dni, więc czasu nie było zbyt wiele, wszystko delikatnie tylko dotknęliśmy, o głębszej ¨wczujce¨ nie było mowy. Z miejsc nie-wspinaczkowych przede wszystkim udało się zobaczyć Pamplone, San Sebastian, Bilbao i na koniec wskoczyć do gorących źródeł Arnedillo (polecam). Jeśli chodzi o zwiedzanie miast – dla nas wystarczająca dawka. Razem z Ulą nie należymy do osób interesujących się stroną historyczno-zabytkową miast, że tak pozwolę sobie to nazwać;). Bardziej interesuje nas klimat i panująca atmosfera, też docieraliśmy do miast pod wieczór, gdy robiło się chłodniej i zaczynało życie na starym mieście. Pod tym względem San Sebastian i Bilbao dają radę, jednocześnie będąc całkowicie różnymi miastami. San Sebastian, ze względu na położenie nad oceanem jest bardziej przestrzenny, turystyczny i przepiękny. Bilbao dużo większe, bardziej industrialne, ciasne, przybrudzone, bardziej różnorodne etnicznie, jednak dzięki urokliwemu Casco Viejo (stara część miasta) również może się podobać. Pamplona natomiast, wg mnie podobna do Reus, nie zauroczyła. Dodatkowo przypadkiem trafiliśmy na trwające około tygodnia coroczne święto San Fermin, którego to głównym punktem programu jest gonitwa byków. Dla nas masakra i żadne kulturowo-obyczajowe argumenty nie przekonują za ta rzezią, stąd też bardzo szybko ewakuowaliśmy się stamtąd. Nigdy bym nie pomyślał, że aż tyle ludzi (setki na ulicach, niektóre całkiem zablokowane) bawi coś takiego. Zgroza. Pod tym względem Katalonia, zakazując gonitw byków, ma w naszych oczach respekt.

Pomiędzy nocnym szwendaniem się po wspomnianych miastach zawitaliśmy w te najsławniejsze wspinaczkowo punkty na mapie kraju Basków, czyli Baltzola, Etxauri i Vilanova de Valdegovia. Każdy o nieco innym charakterze i nieco innych okolicznościach przyrody.

 

Etxauri położony niedaleko Pamplony-Iruny (około 15km) poszedł na pierwszy ogień. Krajobrazowo jakbym był na Podzamczu, tyle że skała całkiem inna i wioski architektonicznie bardziej jednolite, w porównaniu do rodzimych. Etxauri to wapienny mur podzielony na 28! sektorów z drogami (około 500) od tych najłatwiejszych do extremów (głównie w sektorze Kale Borroka) z Begi Puntuan 9a na czele. Jak na jeden dzień wspinania trudno zdecydować, gdzie iść. Wspin to krawądy, krawądki, krawądeczki, z czasem występującą się tufą i niestety czasem siką. Wszystko to w lekkim przewisie (czy tez pionie), pełnym słońcu (mimo ciepłego dnia dało się wspinać, chłodniejszy klimat) i przy stałej obserwacji najstarszych mieszkańców okolicy z rodziny ¨orlowatych¨. Bywały tak blisko, że zastanawiałem się czy przypadkiem nie szykują się na naszą Ajeczkę. Rejon, w moim jednodniowym odczuciu, nie należy do tych z łatwą cyfra. Wytrzymałość, dynamika i technika wydawały się często ważniejsze od zapasu siły.

 

Informacje praktyczne:

Dojazd: kierunek Pamplona – Ororbia – Arazuri – Ibero – Etxauri.

Spanie: Przydatny samochód, wówczas można stacjonować na jednym z trzech parkingów (niestety przy drodze) niedaleko rejonu (15-30 min. w skały). Kampowanie w skalach całkowicie zabronione. Poza tym istnieją campingi: Estella-Lizarra, el Molino de Mendigorria i el Ezkaba de Pamplona.

Woda etc.: wioska Etxauri (ok. 5km od rejonu). Poza kranikiem z wodą, w wiosce jest apteka, bar (podobno z dostępnym przewodnikiem) i basen.

Zakupy: market w Ororbi lub hipermarket w Pamplonie.

Topo: osobiście korzystałem z informacji i topo (opisane tylko 4 sektory) zamieszczonych w Escalar nr 54. Istnieją 2 przewodniki: Euskalarria (Los 4 Gatos) i Eskalada de Navarra (Carlos Velazquez), poza Etxauri opisujące inne rejony Navarry.

 

Kolejnym rejonem była Valdegovia, czy tez Vilanova de Valdegovia (najbliższa wioska).

Po dotarciu do Valdegovia pierwsze co, nie zniechęcać się, skały znajdują się w niedaleko położonej (20 minutowy spacer) dolince Barranco del Corral, jakby na plecach wioski, z której kompletnie ich nie widać. Piszę o tym, gdyż okolica sprawia wrażenie, jakbyśmy trafili nie tam gdzie chcemy. Odkrycie rejonu to lata 2003/2004, czyli nie tak dawno temu. Jak po dotarciu do wioski nie dziwiło mnie to wcale, tak po dotarciu do sektoru Campa (najbardziej znany) zastanawiałem się jak to możliwe, że tych skał wcześniej nikt nie widział. Valdegovie (około 230 dróg) można podzielić na 2 części, ze względu na dojście i ze względu na charakter wspinu.

Pierwsza część (pewnie jako pierwsza odkryta) to pięknie położony (polana rodem z alpejskich dolinek) wapienny mur skalny (25-30m wysokości) podzielony na 2 sektory San Martin i Campa. Idealny na rodzinne wypady. Wspin to dziury, dziurki, dziureczki w lekkim przewieszeniu, po trasach o charakterze ciągowym. Niestety sikowane chwyty to chleb powszedni i może dlatego koncepcyjnie wspinanie wydawało się proste pod tym względem. Wymienione sektory to przede wszystkim trasy o trudnościach z zakresu 7c-8b+ (plus kilka łatwiejszych i kilka trudniejszych jak Psicoterapia 9a). Przedłużenie muru to sektor o wiele mówiącej nazwie Techo, a zagłębiając się w las znajdziemy jeszcze 4 sektory z większym nagromadzeniem łatwiejszych dróg.

Dojście: Droga z wioski znajduje się przy źródełku (kraniku) wody i doprowadza pod same skały.

Dodatkowym problemem dla posiadaczy psów są pasące się na łace krowy. Nasza Ajka, poza zainteresowaniem co to takiego, nie wykazywała skłonności agresywnych, aczkolwiek rożnie to bywa i należy brać na to poprawkę, czytaj smycz.

Druga część to przede wszystkim sektor Corral i Chorreras. Różnica polega na odmiennym charakterze wspinania, jak sama nazwa wskazuje, mamy do dyspozycji różnorodne formy naciekowe. Wspin po ¨rurach¨ to około 40 dróg przede wszystkim siódemkowych, choć znajdą się te łatwiejsze typu 6b, i te trudniejsze do 8b.

Dojście: Ta sama droga z wioski, tyle że wcześniej (już za wioską) skręcić w prawo, przez bramę (która jest zamykana kolo 21) i po 10 minutach jesteśmy pod sektorami.

Sektory w Valdegovia o różnym położeniu oferują wspin o każdej porze roku (poza zimą). W zależności od tego czy chcemy w cieniu, czy słońcu wybieramy się w odpowiednie sektory. Wspinałem się w sektorze Campa, który jest w cieniu od południa, i jak dla mnie warun był idealny.

 

Informacje praktyczne:

Dojazd: kierunek Vittoria Gasteiz – Nanclares de la Oca – Salinas de Anana – Espejo – Vilanova de Valdegovia. Natomiast z Bilbao jedziemy droga N-625 kierunek Orduna do zjazdu na Valdegovie.

Spanie: mimo możliwości, istnieje całkowity zakaz wjazdu/parkowania i kampowania przy drodze w skały i okolicy. W związku z tym, ze rejon jest bardzo młody, znajduje się na terenie Parku Natural de Valderejo, gospodarze proszą o pełne respektowanie tej zasady!!!. Możliwość spania to parking i polana na końcu wioski za szkołą (jeśli w samochodzie) lub camping Angosto, niedaleko wioski.

Woda: źródełko w wiosce.

Zakupy: w wiosce nie ma żadnego sklepiku, najbliższy jest w Espejo (zaopatrzenie pozostawia wiele do życzenia). Większe zakupy to wyprawa do Vittorii (40km).

Topo: Escalar nr 81, poza tym wersja pdf przewodnika, do ściągnięcia ze strony Federacion Alavesa de Montana.

 

Ostatnim wspinaczkowym akcentem naszej wycieczki była jaskinia Baltzola, której chyba nikomu, kto choć trochę interesuje się wspinaniem sportowym, przedstawiać nie trzeba. Porównując np. do ogromnej Santa Linya, Baltzola ma niżej zawieszony strop i przez to więcej tu wspinu w dachu, niż ma to miejsce w Santa i wydaje się być trochę mniejsza. Przy czym mniejsza nie oznacza mała, najdłuższe linie dochodzą do 45m, a 25-30 metrowych jest całkiem spora lista. Położenie sprawia, że z zewnątrz wydaje się malutką grotką, dopiero po wejściu okazuje swe oblicze;)…Jeśli chodzi o cyferki, to jak dla mnie, ¨lajtu ni ma¨. Dawno już nie stoczyłem takich bojów na drogach 8a+ i dawno takie drogi mnie tak nie ¨mieliły¨, mega siłowo i bezkompromisowo. Ale podobało się i to z dnia na dzień coraz bardziej:). Mimo tego, że przez 2 dni mieliśmy słabą pogodę z częstymi opadami, w jaskini panowała lekka wilgoć, dało się wspinać i nie specjalnie jakoś owe mankamenty pogodowe przeszkadzały. W przypadku upałów w grocie stale panuje przyjemny chłodek. Wydaje się idealna na lato. Dróg jest kolo 50, ale żeby się przyjemnie poruszać po ładnych trasach najlepiej przybyć tu z mocą co najmniej na 8a.

Jeśli chodzi o socjal (Baltzola znajduje się na terenie parku Gorbeia Central Park) opcje są dwie, obie raczej nie obejdą się bez auta. Wypróbowaliśmy jedną, o drugiej tylko słyszeliśmy, że jest. Zatrzymaliśmy się tuż przy mikro wioseczce Baltzola, na końcu asfaltowej drogi przy kapliczce i źródełku. Stąd na wspin około 15min spacerkiem w uroczych okolicznościach przyrody.

 

Informacje praktyczne:

Dojazd: Grota znajduje się 32km od Bilbao. Wyjazd z Bilbao w kierunku San Sebastian, aby dostać się na drogę N240 (kierunek Vittoria-Gasteiz). W Igorre pojawiają się znaki na Baltzole.

Zakupy: jeździliśmy w okolice Bilbao.

Topo: jedyne jakie widziałem to wersja internetowa.

 

W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o gorące źródła w Arnedillo (La Rioja), celem przygotowania się do temperatury panującej w Cornu.I to by było na tyle, wrócili zadowoleni:)…

Osobiście do kraju Basków na pewno jeszcze nieraz się wybiorę, szczególnie ze rejonów wspinaczkowych, poza tymi trzema, jest jeszcze kilka do obskoczenia.

 

Poza tym, otrzymałem wsparcie Evolv/ProRock. Bardzo cieszę się z nawiązanej współpracy i wstąpienia do zacnego teamu Evolva :-).

 

http://www.evolv.pl/sklep/evolv-team/

 

Pozdrawiam gorąco;)

 

 

 

Dach arbaiter

Chwilowo i na szczęście w moim życiu zagościła praca, udało się w końcu doczekać tego momentu, gdyż finansowa katastrofa była tuż tuż;). Rest od wspinu nie zaszkodzi, wręcz pomoże, przyspieszy doładowanie baterii i zmotywuje do kolejnego natarcia.

Więc aktualnie zajmuję się montażem paneli solarnych w niemieckiej Bawarii. Za około 2 tygodnie wracam do Cornudelli i razem z Ulą ruszamy na wakacyjne szwendanie się po Hiszpanii, prawdopodobnie odwiedzimy kraj Basków, który od zawsze chciałem odwiedzić, a ciągle coś stało na przeszkodzie. Teraz wygląda na to, że się uda.

Tuż przed opuszczeniem Katalonii, zrobiliśmy sesję zdjęciową na Element Oxigen (dzięki Lama). Kilka fotek wrzucam więc do wglądu. Na do widzenia pociagnolem Monocrome 8a+, wariant przedłużający już dosyć długiej La mosca Colonera 8a.

Drugi projekcik musi jeszcze poczekać. I tak jak wspominałem wcześniej Jędrek dorzucił do swojego wykaziku boulderową Cronica 8b na L´olla w Siuranie, Marcin pociągnął 7b+ w Montsant niezbyt się przy tym męcząc, więc powoli forma klarowała się na odpowiednim, satysfakcjonującym ich poziomie. Jednak powoli wyjazd również dobiegał końca. Niestety, jak zwykle za krótko:)Graty dla chłopaków za przejścia:).

U nas ogródek ruszył z kopyta, myślę ze jak wrócę będą już pierwsze plony. Mniami;) Sporo przyjemności daje spożycie tego co sami wyhodowaliśmy, szczególnie ze woda tu to towar drogocenny, a na podlewanie schodzi jej sporo.

 

Pozdrawiam z Bawarii

 

 

Element Oxigen

To że do Hiszpy dotarły straszne skwary utrudniające przede wszystkim popołudniowe życie nikogo raczej dziwić nie powinno. W końcu mamy polowe czerwca. Dziwne by było, gdyby było inaczej. Natomiast to ze razem z upałem pojawiła się plaga much już trochę niektórych może zdziwić. Cos takiego miałem okazje doświadczyć już rok temu, wydawało się ze to akurat taki rok. W tym roku to samo, plaga much w niewyobrażalnych ilościach, doprowadzająca do szalu każdego kto choć na chwile przestanie się opędzać od tego cholerstwa. Znacznie gorsza sprawa niż jakieś tam upały. Napisanie tych kilku zdań kosztowało życie 23 muchy. Zaczynam czuć do nich jakąś irracjonalna nienawiść.:)

 

Jeśli chodzi wspin, jak już wspominałem wcześniej zainteresowały mnie dwa projekty na Raco de Misa w Montsant. Pierwszy z nich, czyli połączenie L-Ments 8b+ z Oxigen 8b udało mi się przejść. Wczoraj nastąpiła lekka poprawa warunków wspinowych na Raco, pojawiły się chmury i lekki wiaterek, które pozwoliły pociągnąć w całości trasę, bez konieczności magnezjowania co przechwyt/dwa. Element Oxigen (pomysł i obicie należą do Toniego Arbonesa) to około 40 metrów wytrzymałościowego wspinania. Pierwszy odcinek to główne trudności L-ments 8b+ (bez trawersu w lewo), następnie kilka przechwytów do połączenia z Oxigen 8b i owym niemalże na samiutki szczyt. Oxigen to wydymka z trudnym miejscem w środku ściany, po którym trudności lekko odpuszczają, natomiast pojawiają się spore run outy i kruszyzna. Pisze o kruszyznie, gdyż zaliczyłem lot z urwanym chwytem jak już ¨witałem się z gąską¨ i myślałem ze robota zrobiona. Miejsce jednak okazało się robliwe mimo urwanego chwytu, konkretnym przesięgnięciem. Jeśli chodzi o cyferkę to proponuje 8c i mam nadzieje ze kolejni śmiałkowie przede wszystkim pojawia się na trasie i ugruntują wycenę;). Piękna i ciekawa. Niebawem zrobimy fotki, więc powrzucam co nieco do wglądu. Na razie wrysowałem poglądowo linie na fotce i dorzucam kilka starszych fot z Dame Criptonita 8b+ w Reguchillo, które otrzymałem od Luisa Penina (thanks Luis;)). Ogólnie rzecz biorąc był to dobry dzień nie tylko dla mnie, Jędrek pociągnął Hydrofobie 8a i wydaje się, ze jeszcze nie powiedział ostatniego słowa i ¨coś¨ więcej pociśnie;).

 

 

Poza tym szukamy kogoś, kto chciałby u nas pomieszkać około 2 tygodnie w lipcu w zamian za podlewanie ogródka i opiekę nad kotami i psem !!!. 🙂

 

Pozdrawiam

Raport z Cornu

Jakaś dziwna pogoda panuje tej wiosny, porównując do poprzedniej. Raz słońce wypala dosłownie mózg i wydaje się że sezon w Siuranie dobiega końca, a zaraz potem wiatr z prędkością plus minus 40km/h przynosi kompletną odwrotność dnia poprzedniego i co gorsza zawsze te kilka dni schodzi zanim się poprawi. Nad morzem lampa, a nad Cornu nie wiem jakim cudem wisi chmura i nie chce odejść. Około 2 tygodnie temu zgodnie stwierdziliśmy, ze sezon grzewczy zakończony i cały osprzęt z radością pochowaliśmy, przyda się dopiero może na październik/listopad, a tu wczoraj z podkulonymi ogonami wszystko z powrotem i palenie cały dzień w piecu. A dziś lampa:)…wygląda ze na dłużej:)…

 

Ostatnimi czasy bardziej zainteresowałem się eksploracją nieznanych mi sektorów, wspinaniem skoncentrowanym maksymalnie na szybkim RP, a przy okazji znalezieniem sobie jakiegoś ciekawego projektu, gdyż na el pati albo strasznie wiało, albo za zimno, albo za ciepło. Zawsze coś. Zastanawiam się czy to sam sobie nie wyszukuje kolejnych argumentów, byle tylko ominąć cel główny na el pati, czy rzeczywiście warun nie sprzyjający. Ale dzięki temu poznałem kilka naprawdę fajnych sektorów. Przede wszystkim zachęciło do tego pojawienie się sporej ilości nowych dróg.

 

Dani Andrada, David Brasco, Toni Arbones i Pata jeśli się nie wspinają to obijają i są na tyle aktywni, ze każdego tygodnia powstaje coś nowego. I tak w lewej części groty na L´olla jeszcze nie tak dawno poza Migranya i jej przedłużeniem niewiele było, tak aktualnie doszła Cronica 8b, jeszcze jedna 8b w lewej części groty i niebawem Andrada upora się ze starymi projektami G.Mortensen i The Monster House, obie co najmniej 8c/8c+. Arbones i Brasco otwarli sporo nowych, ciekawych dróg na Ca l´onassis dzięki czemu sektor stał się warty odwiedzenia. Poza tym powiększyła się lista dróg na Siuranella Est, L´aparador, La capella i jeszcze kilku mniejszych sektorach. Dla zainteresowanych aktualizowany na bieżąco przewodnik do wglądu znajduje się w piekarni Aimar w Cornudelli. Udało mi się powtórzyć kilka z nowo otwartych dróg. Nikła ilość magnezji na owych spowodowała, ze wspinanie OS było niezłą przygodą, okupioną konkretną walką, szczególnie, jeśli drogi prowadziły płytami, bez ewidentnej formacji wiodącej. Podobnie mocno dały mi popalić starsze drogi w Siuranowych płytach. Chyba rzadziej uczęszczane, ze względu na charakter płytowy, nie łatwe na odstrzał, a bardzo piękne, mega techniczne i wymagające wspinania całym ciałem takie trasy jak np. La doble nelson 7c+ czy Skateboy 7c (moim zdaniem 7c+) na Can Codolar dłużej zapamiętam, niż np. kilka rzutów ciała na Kurfil 8b.

 

Poza tym mamy nowych gości, tym razem odwiedził nas Jędrek i Marcin z Zakopanego. Jędrek, tegoroczny maturzysta, ma tu do wyrównania porachunki z zeszłego roku na L´olla i mam nadzieję, że tym razem pójdzie mu gładko. Marcin, pierwszy raz w Hiszpanii i wygląda na to że nie ostatni. Jak na razie chłopaki przyzwyczajają palce do Siuranowych krawądek, a ja w roli przewodnika ciągam ich po różnych sektorach. Słońce jeszcze nie tak mocne, więc odwiedzamy te sektory, które później będą nie możliwe do wspinu np. Siuranella Sud z mega ładnym zacięciem Morena Corwin 7b+ i klasykiem sektoru La Crema 8a (przecenianym na 7c+ nie mam pojęcia jakim cudem:)). Po przywitaniu się z Siuraną odwiedziliśmy Raco de Misa w Montsant, tak na odmułkę od małych chwytów. Raco de Misa, najbardziej znany sektor Montsant oferuje wspin mega wytrzymałościowy, z drogami do 50m (z kilkoma wyjątkami głównie w przedziale od 7a do 8b+) i nie pozostawia żadnych złudzeń osobnikowi bez wypracowanej wytrzymałości. Drogi może dość monotematyczne sprawiają sporo przyjemności. Wszystko to w bardziej odosobnionych i dzikich, niż ma to miejsce w Siuranie, okolicznościach przyrody. Zauroczony sektorem rok temu trochę czasu tam spędziłem, więc oferta dróg mocno się zawęziła. Aczkolwiek coś się jeszcze ostało, tym razem padło na 50 metrowy maraton Carmeta la Cagona 8b (L1: 8a+, L1+L2: 8b) i po raz kolejny uwagę przykuły dwa projekty o nie znanych mi, nawet przybliżonych, trudnościach. Jeden to połączenie L-Ments 8b+ z Oxigen 8b, drugi to strasznie długa linia biegnąca w skos przez całą ścianę, zaczynając od Rat Apenat 8a, a kończąc gdzieś w okolicach Falconetti 8b+. Możliwe że jutro przyjrzę się sytuacji z bliska. Reasumując, nie obijamy się jakoś strasznie;).

 

Praktycznie rzecz ujmując niemalże non stop odwiedzają nas dalsi lub bliżsi znajomi, także ciągle coś się dzieje na naszej działeczce i zawsze nam bardzo milo z tego powodu. Jesteśmy osobami, które również potrzebują czasem trochę prywatności, przysłowiowy święty spokój, tak dla wypoczynku i ogarnięcia swoich spraw i jak na razie nie narzekamy. Dotychczasowe odwiedziny opierają się na zasadzie wspólnej egzystencji, przy czym liczymy na jak największą samowystarczalność naszych gości i mamy nadzieje ze jest to zrozumiale. W przyszłości powinno się to zmienić na lepiej, ale na razie musi działać tak. Oczywiście, żeby to odstraszająco nie zostało zinterpretowane:), jesteśmy jak najbardziej otwarci na każde odwiedziny, najlepiej wcześniej anonsowane, wówczas służymy informacja co?, gdzie?, kiedy?, jak? i poza tym jesteśmy w stanie pomoc z ewentualnym transportem z Reus, lotniska, dworca kolejowego itp..

 

W związku z tym, że hiszpańskie pieczywo według nas pozostawia wiele do życzenia, wzięliśmy się za pieczenie chleba. Pół dnia nam zeszło, ale wyszedł przepyszny pełnoziarnisty graham z miodem, sezamem i makiem. W porównaniu do tutejszej oferty DELICJA;). Kilka bochenków rozdaliśmy, kilka sprzedaliśmy, ale najważniejsze, że wszystkim bardzo smakował i pod skałami przez kilka dni wspominano jakie pieczywo mają Polacy;).

 

Pozdrawiam

 

Bardziej tematycznie znaczy wspinaczkowo

Przede wszystkim wielkie dzięki za zainteresowanie ;)…

Po drugie graty dla Łukasza za kolejne 9a w zeszyciku, a przede wszystkim za nie spuszczanie z tonu, w co nie wątpiłem ;)…

Pozwolę sobie na podsumowanie ostatnich kilku miesięcy, gdyż „przygód” trochę miałem. Sezon wspinaczkowy rozpocząłem nie najszczęśliwiej. Praktycznie miesiąc po miesiącu zaliczyłem 2 poważne wypadki, porozdzielane różnego rodzaju infekcjami i próbami zrobienia formy tudzież rozruszania się. Ale od początku.

Po bardzo dla mnie udanym poprzednim sezonie obok wysokiej cyfry w skałach wysoka cyfra zagościła również w portfelu, tyle że na minusie. Zmuszony zostałem przerwać balladę wspinaczkowa, zostawić Ulę z nasza garmażerią i opuścić urokliwe Cornu (Cornudella de Montsant) udając się w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy. A szkoda, bo forma życiowa się szykowała ;). Lekko nie było, ale szczęście i przyjaciele nie opuścili mnie (za co jestem im wdzięczny i bardzo dziękuję za pomoc).

Po trzech miesiącach znalazłem się z powrotem w Cornu. W międzyczasie udało się nawet dotknąć jurajskiego wapienia i wyrównać stare porachunki. Pierwszy raz odwiedziłem Dolinę Brzoskwinki (Sny na baterie VI.5+/6 RP, Chiński porcelanowy czajniczek VI.5+/6 RP, Stopnie kolei żelaznej VI.6 RP), Jaskinię Jasną w Smoleniu (Szuflandia VI.5+ FL i nie zdążyłem uporać się z piękną Barierą wdzięku) i dokończyłem stare boje na Podzamczu i Okienniku (Dezintegracja Formy VI.6 RP, Wycieczka do Ojcowa II VI.6 RP). Kilka lat spędziłem na Jurze, a zawsze coś nowego się znajdzie.

Po powrocie, rozruchowo, na kilka dni, odwiedziłem przepiękną Chulillę. Był grudzień, więc na północnych ścianach trochę się marzło, ale jakość wspinu to rekompensowała. Po powrocie bulderowałem w Arboli i El Cogul robiąc moc na zbliżający się kolejny sezon. W związku z tym, że osiadłem na dłużej w Cornudelli, pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się nie dotknąć w okresie zimowym panela w celach treningowych (poza dosłownie 3 razami), tylko płynnie przejść w kolejny sezon. Byłem pełen obaw, jednak nowe doświadczenie zaowocowało uczuciem jakby ubiegły sezon jeszcze się nie skończył. Kilku miesięczna przerwa sprawiła, że czułem świeżość i motywacje w skałach, byłem wypoczęty i jednocześnie rozwspinany. Jednak za długo nie było mi dane się cieszyć.

Powrót na rowerze z Siurany zakończyłem konkretną wywrotką i bliskim spotkaniem mojego ciała ze skałą. Najbardziej ucierpiała głowa i biodro, o potłuczonej reszcie nie wspominając. Do dzisiaj nie wiem jak tego dokonałem, w każdym bądź razie, początkowo z gorączką, wylądowałem na około 3 tygodnie na przymusowym chorobowym. A zaczynało być tak kolorowo.

Jak już się pozbierałem, Hiszpanie odwiedziły te same mrozy nękające już Polskę i wspin w Katalonii stał się niezbyt przyjemny dla ciepłolubnego osobnika jakim jestem. Nie mogąc wytrzymać kolejnego przestoju około 3 tygodnie spędziłem w andaluzyjskim Reguchillo, odwiedzając, podróżujących po Hiszpanii od około roku, Alę i Serka. Na przełomie lutego i marca w Andaluzji również najcieplej nie było, na jakiś czas pojawił się nawet śnieg, lecz wspin na nasłonecznionych, południowych ścianach był lekarstwem dla wychłodzonych kości i rekompensował całkowicie wieczorne marzniecie.

Rejon, położony niedaleko Jaen, bardzo przypadł nam do gustu pod wieloma względami. Po pierwsze do dyspozycji mamy bardzo ciekawy wytrzymałościowy wspin po tufach, krawądkach, oblakach, najczęściej w lekkim przewisie lub balderowe pasaże w dwóch (małej i dużej) grotkach z Ciao 8c na czele i kilkoma projektami około 9a, możliwe że już odhaczonymi przez Daniego Andradę.

Po drugie: spokój. Przez 3 tygodnie poza silną grupą lokalsów, niewiele więcej osób odwiedziło rejon. Lokalnym wspinaczom, notabene bardzo otwartym i miłym, nie zależy na rozreklamowaniu miejsca. Przewodnik nie jest oficjalnie dostępny, dzięki czemu panuje świetna atmosfera, same znajome twarze, nie ma kolejek do dróg, każdy dopinguje każdego, a niewyślizgane drogi oferują całkiem niezłe tarcie.

Z, kolejny raz, uzyskaną motywacją i mocą wróciłem do Cornu na czekające projekty, aby popełnić błąd w sztuce, jakich, po tylu latach wspinania, się nie popełnia. Brak węzła na końcu liny!!! Jak można tak głupio?¿? Tym razem głowę trzeba było szyć i tym razem szczęście mnie nie opuściło, a gleba okazała się nie aż tak twarda. Groźnie wyglądający upadek zakończyłem mocno potłuczony, ale nie połamany, z 4 szwami na głowie i kolejnym kilkutygodniowym restem. Droga Ay mamita w Siuranie zapadnie mi mocno w pamięci.

Mam nadzieję, że wykorzystałem już limit na wypadki na całe życie i że zwiększenie czujności zostało dosłownie wbite mi do głowy.

Potem, aż do teraz, jestem ciągle wspinaczem i myślę ze jeszcze trochę nim pobędę. Sezon w Katalonii w pełni (bywa już nawet za ciepło), a ja, mimo wszystko mocno nakręcony na wspinanie nie odpuszczam. Zalatuje radykalnym fanatyzmem, muszę być czujny;)

Z cyferkowego punktu widzenia wygląda to tak:

Week On The Rocks 8c RP (Siurana; piękna 30-metrowa linia biegnąca środkiem głównej ściany Can Rebotat. Wspin po małych krawądkach, dziurkach podzielony 2 boulderami (pierwszy z początkowo niewykonalnym dla mnie przechwytem z mikrokrawądki; drugi – bardziej wytrzymałościowy po oblakach) i zakończone okapem, którego wyjście też dało mi mocno w kość. Projekt z 2007 O. Gimeneza (8c/c+?) w 2010 poprowadził Daniel Jung, wyceniając na 8c z dopiskiem hard i powtórzył Ramonet wyceniając na 8b+. Prawdopodobnie drogę powtórzyli jeszcze Andrada i Gimenez. Według mnie trasa wykracza poza stopień 8b+, który osiągałem zazwyczaj po max 4-6 próbach, ta zajęła mi dużo dużo więcej dni wspinaczkowych i wydawała się ciut łatwiejsza od Patinoso. Ale wiadomo jak to bywa z wycenami, bywają zmienne. Kolejne przejścia pewnie ugruntują wycenę drogi.

Dame Criptonita 8b+ RP (Reguchillo),

La via Del Moro 8b+ RP (Siurana; nowa droga na El Pati),

El Mon De Sofia 8b+/c RP (Siurana; na prawo od 2×30) Wspólny start z La via del moro, jak dla mnie bardziej wymagającej niż teoretycznie wyższa wycenowo „Sofia”. Drogi różnią się charakterem (jedna bulderowa – El Mon de Sofia, druga – La via el moro, wytrzymałościowa), lecz zasługują na taka sama cyfrę.

Bullido 8b RP (Reguchillo; 2 próba),

Cronica 8b RP (Siurana; 2 próba; nowa bulderowa propozycja na lewo od Migranya),

Zona 0 8b RP (Siuranowy klasyk),

Namaste 8a+/b FL (Reguchillo),

Animal Pack 8a OS (Reguchillo),

Nano 8a OS (Reguchillo),

Mi Pequeño Tal Ivan 8a/a+ OS (Reguchillo),

Cycle 8a OS (Siuranowy rodzynek).

Pozdrawiam

„Mało się znamy, to ja może powiem coś o sobie”

Rafik blogerem!!! Koniec świata, sam z siebie trochę się zaśmiewam…

Nigdy również nie spodziewałbym się posiadania konta na fejsie, czy też 8a.nu, idąc dalej udziału na forum, używania gadu-gadu, skajpa aż do posiadania konta mailowego. Zawsze byłem początkowo przeciw, potem nie zainteresowany, aż nagle posiadałem konto. Podobny schemat zaliczam z blogiem.

Zobaczymy, gdyż za pismaka nadzwyczajnego się nie uważam, lecz w związku z zasiedzeniem katalońskiej ziemi  na dłużej i zauroczeniu tutejsza okolica, tematów, inspiracji i motywacji będę miał więcej. Może. Na dwoje babka wróżyła.

Hiszpania od pierwszego poznania zawsze mnie jakoś najbardziej pociągała jeśli chodzi o Europę. Każdorazowy pobyt nakręcał następny a i „zamulanie” w Katowicach coraz mniej bawiło ;). Wyjazd rok temu podobnie się zaczął, inaczej się zakończył. Zaszło dużo zmian w mym życiu i razem z moją ukochaną zasiedliliśmy mały, ale przeuroczy kawałek ziemi niedaleko Cornudelli de Montsant. Nie zagłębiając się w długa i powikłaną historię postawiliśmy oryginalną, mongolską jurtę i dołączyliśmy do lokalnej społeczności. Hunka rozpoczął naukę w tutejszej szkole i jak na razie mówi po katalońsku jako jedyny z nas. Ula zgłębia jogę, mając ku temu idealne warunki, a ja powoli poznaję się z lokalsami i działam wspinaczkowo w okolicy. Nie jest to łatwe, barierę stanowi język hiszpański, który pozostawia wiele do życzenia, a angielskim niestety mało kto się posługuje.

Dzięki olbrzymiej pomocy przyjaciół, za co im bardzo dziękujemy i jesteśmy wdzięczni, posunęliśmy się mocno do przodu z pracami na naszym małym kawałku ziemi. Może idzie to żółwim tempem, ale po pierwsze nie ma pośpiechu, nie wisi nad nami termin odbioru, po drugie nie jesteśmy nadzwyczaj majętni i każda akcja musi być mocno przemyślana pod wieloma względami. I po trzecie, przyjemność z przebywania tu jest dla nas najważniejsza, też się jakoś strasznie nie przemęczamy – po prostu. No i trzeba się też czasem powspinać. Planów, zarówno tych dalekosiężnych i tych mniej odległych czasowo jest sporo i częściej ograniczają nas możliwości niż chęci. Marzeniem i celem jest postawienie drugiej jurty dla znajomych, gości, wspinaczy, na zajęcia jogi etc., którzy bardziej cenią sobie przebywanie bliżej natury i atmosferę bardziej kameralna, rodzinna niż zazwyczaj proponują campy. Zamieszkać na campie na majówkę – czysta przyjemność ;)…

Dodatkowo staramy się działać ekologicznie na ile się da i na ile potrafimy, korzystając z możliwie największej ilości, szeroko rozumianych materiałów recyklingowych. Mieszkamy tuż przy granicy parku narodowego Sierra de Montsant, wiec staramy się mieć szacun dla otaczającej natury. Miejsce jakie tworzymy ma odzwierciedlać nasze podejście do życia i nas samych. Brzmi dosyć górnolotnie, pożyjemy zobaczymy 😉

Jeśli chodzi o moje spostrzeżenia co do życia na hiszpańskiej prowincji to nie jest aż tak kolorowo jak się ogólnie przyjmuje. Różnie to, tu w Katalonii, z tutejsza społecznością bywa. Nie jest aż tak bardzo otwarta i serdeczna. A porównując choćby z Andaluzja to wręcz powiedział bym, że jest zamknięta dla nowo przybyłych. Mowa przede wszystkim o miejscowych, mieszkających tu od pokoleń. Życie na wsi, w porównaniu z miastem, bliżej natury, wydaje się bardziej współzależne i nierzadko z tego powodu mamy tu pod górkę. Choćby np. zorganizowanie zapasu wody na lato wymagało zgrania i dogadania z wieloma osobami i zajęło nam naprawdę sporo czasu. Dodatkowo problemy gospodarcze Hiszpanii powodują, że praca tu to trudny orzech do zgryzienia.

Lecz Cornudella ze względu na swoje położenie to miejsce bardzo międzynarodowe przyciągające wielu wspinaczy, różnorakich dziwaków ;), frików i outsajderów etc., którzy na różne sposoby pomieszkują w okolicy. Miejsce przyciąga, lecz próby zamieszkania tutaj nie zawsze kończą się powodzeniem. Możliwe, że konfrontacja z wiejskim życiem nie zawsze przechodzi próbę czasu, miejscowi nie zawsze sprzyjają, a lokalne władze nie zawsze patrzą przychylnym okiem. Stąd dosyć duża rotacja, jedni wyjeżdżają, inni przyjeżdżają. W większości bardzo otwarci, interesujący, a jak trzeba pomogą. Nie raz się o tym przekonaliśmy.

Ze wspinaczkowego punktu widzenia dużo się dzieje. Niemalże przez cały rok Siuranę, Montsant czy Margalef odwiedzają wspinacze. Jeśli warun nie dopisuje obijają nowe projekty, których w wydawałoby się wyeksploatowanej Siuranie, absolutnie nie brakuje. Jeśli Siurana ze swoim stylem wspinu (raczej, oczywiście z wyjątkami, nie jest to kraina łatwej cyfry) się znudzi, w rejony inne stylowo jest przysłowiowy rzut beretem. Podobnie sprawa wygląda latem, gdzie nawet w cieniu za ciepło. W wyżej (bliżej gór) położone letnie miejscówki również nie najdalej, bo 300/400 km. Dla wspinacza skalnego to wg mnie idealne miejsce.

Pomysłów, projektów i celów wspinaczkowych w głowie mam więcej niż starcza na to możliwości, mocy i skóry. Czasem problem z partnerem też się pojawia, dlatego każde odwiedziny znajomych m.in. pod względem wspinaczkowym cieszą. Choć w sezonie w Siuranie na brak partnera nie narzekam. Rok temu dużo czasu spędziliśmy z Bogdanem, niedawno była ekipa z Krakowa, a aktualnie całkiem spoko wspina się nam z Lamą, poza tym zapowiada się jeszcze kilka osób, więc powinno być ciekawie. Niestety powoli kryzys w portfelu zaczyna mnie dopadać, wiec pewnie na jakiś czas będę musiał odstawić na bok swoje projekty i udać się w poszukiwaniu jakiegokolwiek zarobku. Pewnie w najmniej odpowiednim momencie to się zdarzy, ale wybrzydzać nie można bo z robota ostatnio lekko nie ma.

Aktualnie nie wspieram żadnej marki/firmy wspinaczkowej, czy też poza wspinaczkowej, a bardzo chętnie taką współpracę nawiążę.

Jeśli chodzi o bloga postaram się co jakiś czas wrzucać tu swoje wspinaczkowe, i nie tylko, spostrzeżenia, przemyślenia, osiągnięcia i cokolwiek innego, ciekawego do głowy wpadnie.