Climbing Tribe nadaje !!!

Najwyższa pora napisać co wydarzyło się u nas przez ostatnie kilka miesięcy, a trochę minionej zimy się działo. Jak zwykle przez naszą miejscówkę i generalnie przez Cornu przewinęło się sporo bliższych i dalszych znajomych z różnych części świata. Warun początkowo (listopad-grudzień) był coraz bardziej zimowy nie dający możliwości przyjemnego piknikowania w skałach, raczej atakowania konkretnych trudnych rzeczy i szybki powrót do ciepłego domu. Charakterystyczna dla okolicy, pojawiająca się zimą chmura potrafiła przez kilka dni wisieć nad całą doliną tworząc istny mordor. Jednym z rozwiązań była wycieczka ponad chmurę np. na Montsant i przy odrobinie szczęścia wspin na południowych ścianach w pełnym grudniowym słońcu. W Siuranie wtedy najbardziej okupowany był El Corral Nou, do którego chmura już nie docierała. Dopiero styczeń-luty zaczął odpuszczać i coraz częściej przyjemnie nagrzewać słońcem. Porównując do poprzednich lat było dokładnie odwrotnie niż zazwyczaj, bo zazwyczaj to styczeń i luty uchodzą za najgorsze miesiące w roku, jeśli mowa o warunkach wspinaczkowych. Pierwszy raz dwukrotnie spadł śnieg, z czego ten drugi raz w marcu!!!, także zimy w Hiszpie nawet najstarsi górale nie przewidzą.

Po powrocie z Polski celem nie wspinaczkowym było przede wszystkim polepszenie warunków życia na naszej bazie noclegowej. Plan zbudowania zadaszenia i delikatnego apgrejdu karavany towarzyszył nam już od kilku sezonów. Ciągle tylko czegoś brakowało, a to kasy, a to czasu, a to pogoda zła, zawsze coś. Tym razem jednak postanowiłem mimo wszystko rozpocząć budowę. Z pomocą Pszczoły, a potem Janusza zbudowaliśmy tuż koło przyczepy dużą wiatę, którą potem oświetliłem, upiększyłem trawą bambusową, wstawiłem stół, blat kuchenny i wyposażyłem w najpotrzebniejsze graty typu gary, sztućce etc. Dodatkowo w 75% dach jest z materiałów pochodzących z recyklingu z czego jestem dumny bo kompletowanie drzewa trochę mi zajęło. Dzięki temu aktualnie dni restowe czy też deszczowe można sobie całkiem przyjemnie u nas spędzić, nie będąc skazanym na siedzenie w aucie lub namiocie. Dodatkowo pomalowaliśmy naszą przyczepę kolorem „mandarina orange”, dołożyłem szafeczkę i nowy stolik, przydatne w razie zamieszkiwania więcej niż 2 osób. Wszystko to spowodowało że mieszka się przyjemniej – sprawdzone przez nas i naszych gości. Praktycznie całą zimę ktoś u nas pomieszkiwał, wszyscy zapowiadali powrót, co nas najbardziej motywuje do działania. Dzięki wielkie ;-). Między czasie dostaliśmy kolejną, trochę mniejszą przyczepę kampingową, w której ulokowaliśmy Janusza, a którą to tak naprawdę dopiero teraz zaczynamy ogarniać, po jego tajemniczym zniknięciu. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym pomiędzy konstruowaniem dachu, a wylewaniem słupów,czy też kolekcjonowaniem trawy bambusowej nie wplótł sesyjek wspinaczkowych, głównie z niezastąpionym partnerem Manu. Generalnie wspinałem się dużo, więc po przynudzam trochę więcej w tym temacie.

Początek października, wciąż ciepły, skierował nas do niemalże ciągle zacienionego Cingle del Pelegri, sąsiada bardziej znanego miejsca La Capella. Sektory te, ukochane głównie przez lokalsów, charakteryzuje boulderowy styl linii, bardzo techniczne pasaże, trudne do rozpoznania przy próbach onsajtowych, brak jakiejkolwiek konkretnej rozgrzewki i minimum wymaganych umiejętności na poziomie 8a. Kiedyś już chyba o tym wspominałem przy okazji innych prowadzeń. Cyfra tutaj wyśrubowana, choć wg mnie to chyba bardziej kwestia rodzaju wytrenowania zawodnika – boulderowiec powinien sobie tu całkiem dobrze poradzić. Poza kilkoma (dokładnie czterema) mało przyjemnymi drogami, większość jest mega fajna i wymagająca poświęcenia trochę więcej czasu na rozpracowanie patentów– oczywiście moim zdaniem :). Do tych najbardziej interesujących zaliczyłbym Lord Nelson 8b, Vota Ali Baba 8b/b+, Fraticcelli 8a+ i Lauda 8b+. Lauda to linia obita przez Daniego, a poprowadzona przez Oscara Gimeneza. Całość to dojście za około 7b+ do kilku ruchowego bouldera, którego główna trudność polega na precyzyjnej pracy pięty, a następnie terenem za około 7b docieramy do łańcucha. Bald jest na tyle precyzyjny, że nawet straszliwie silny Dani nie może ułożyć wystarczająco dobrze pięty, gdyż uniemożliwiają mu to zbyt grube palce i w związku z tym pociągnąć całej drogi. Manu walczy z drogą do dzisiaj i trzymam kciuki (i linę) za powodzenie bo to już historia bardzo blisko końca, a mi jakimś cudem, jeszcze w październiku, udało się sprawę sfinalizować zgłaszając się jako drugi przy łańcuchu.

W ramach „czyszczenia” Siurany, przenoszę się na Salt de la Reina Mora. Szybkie RP, czyli to co lubię najbardziej :), na kiedyś już dotykanym i super ładnym Brot de Fonoll 8a+, płytowym El Figot 8a+/b, nowością Homoerektus 8a, przecenioną Silenci – z 8b+ na 8a+!!!:) i do pożegnania sektora brakuje dwóch rodzynek – Bad Boy 8b i Abdelazia 8a+. Jeśli chodzi o Abdelazie to ze względu na otwarcie drogi od dołu przeloty są w złych miejscach i jest ich mało i normalnie nie mogę się zebrać w sobie do przystawienia się, szczególnie że nasłuchałem się o drodze, jaka to ona niebezpieczna. Próby dogadania się z autorami w sprawie ponownego, poprawnego obicia linii niczego nie wniosły, więc pewnego dnia będę musiał się tam zjawić i sam przekonać o co chodzi. Ale jeszcze nie teraz 😉 O Bad Boy-u już kiedyś pisałem a propos kompletowania dróg 8b z lat 80/90-tych, takiej lokalnej „koronki old school Siuranki”. Teraz mogę więcej o linii napisać, gdyż w końcu się za nią wziąłem.

Na pewno jest to jedna z najpiękniejszych linii w Siuranie, na pewno jest to jedna z trudniejszych 8b w Siuranie i na pewno jest najtrudniejszą linią na wspomnianej liście. Dla mnie trudny pasaż zaczynał się już po kilku stosunkowo łatwych wpinkach, przez kolejne 3 nie pozwalał na dłuższe zatrzymanie się i bez żadnego lepszego restu doprowadzał pod kluczowy boulder, więc trzeba go było pokonać na zmęczonego. Crux to wymagające, długie ruchy po obłych odciągowych krawądkach i coraz bardziej iluzorycznych stopniach zakończone trudnym krzyżem do oblaka. Na zakończenie teren może za 7b/b+ i „scary” wyjście przez dudniący podchwyt do łańcucha. Majstersztyk :). Udało mi się zrobić trudniejsze rzeczy w tym sezonie, jednak najbardziej cieszę się z poskromienia właśnie tej bestii.

Zanim zrobiło się za ciepło zdążyłem zobaczyć jak wygląda sprawa na Via d’Alsina 8b i udało mi się dotrzeć pod Vinga Vinga 8b. Przede wszystkim Alsina wymaga co najmniej braku słońca o co na Espero Primavera aktualnie trudno – 1 próba doprowadziła do takiej destrukcji skóry, że restowałem 3 dni, więc chyba musi poczekać. Natomiast jeśli chodzi o Vinga Vinga najtrudniejsze może być znalezienie partnera, który zjedzie ze mną do sektoru Can Telafoto, gdyż niewiele więcej możliwości mały sektorek oferuje – w tym miejscu mam nadzieję, że jak zwykle będę mógł liczyć na Manu :).

W związku z tym, że Hunka na święta ląduje w Polsce u babci, my dla odmulenia i poznania niepoznanego wybieramy się na krótki wypad do Montserrat. W związku z tym, że na północnych ścianach jeszcze zimno rozpoznanie masywu rozpoczęliśmy od jego południowych wystaw. Piszę o tym dlatego, gdyż podobno te północne są najlepsze. Spędziliśmy tylko 4 dni zwiedzając możliwie jak najwięcej, jednak 4 dni na takiego giganta to jak nic za mało. Wrażenie Montserrat robi duże. Wielkie obłe wieże, otoczone mniejszymi o równie interesujących kształtach z daleka sprawiają wrażenie gładkich i nie przystępnych. Po bliższym zapoznaniu zlepieniec okazuje się troszkę inny niż ten znany z Montsant czy Margalefu. Mam wrażenie, że częściej łapię wystające kamienie niż dziury po nich. Generalnie południowa, sportowa część Montserrat to 13 zon, które dzielą się na mniejsze i większe sektory – razem 1280 dróg w przedziale III+ do 8c+ (max 75m !!!). Krótki pobyt pozwolił na szybki rekonesans dwóch klasycznych miejscówek, do których dostajemy się w miarę dobrymi „szutrówkami” z miasteczka El Bruc:

Can Jorba – bardzo przyjemna miejscówka z przewagą łatwiejszych, szóstkowych linii. Wydawała się być rodzajem wprowadzenia do długiej znajomości z Montserrat. Podejście od 10-45 min,

około160 dróg V-8b (max 50m).

La Tonsura – Agulla Del Senglar – przepiękna miejscówka z trochę bardziej męczącym podejściem około 45min. Składa się na nią 5 sektorów co razem daje 88 dróg w przedziale V – 8b, z jedną z perełek rejonu na czele – 60m linią na imponującej wieży, której nie sposób nie zauważyć – Lourdes 8b.

W związku z tym, że noce i wieczory na początku stycznia były dosyć mroźne po 4 dniach odechciało nam się marznąć. Spakowaliśmy więc manatki, z jednodniową wizyta wpadliśmy do nadmorskiej, dla odmiany super ciepłej, Gelidy i wróciliśmy do Cornu. Po drodze odbieraliśmy Hunkę z wakacji. Widok miny przerażenia i zniesmaczenia wypucowanego przez babcię małego na nasz przybrudzony 6-dniowym pobytem razem z psami w vanie punkowy dizajn ze sterylnym lotniskiem w tle– bezcenny ;-).

Gelida to malutki, lokalny, położony niedaleko Barcelony (dojeżdża autobus) sektor wspinaczkowy, w którym poczułem się jak w co poniektórych naszych rodzimych skałach. Na własnej skórze przekonałem się, że nie da się zrobić onsightem jednej z trzech do wyboru 8a bez uprzedniej konsultacji z lokalsami. Konsultacja musi być na tyle wnikliwa (np. stopień w środku drogi, którego nie można łapać ;-)), że potem to już nie OS:-). Niemniej jednak na jednodniową wycieczkę poznawczą można się wybrać i wystarczająco nawspinać.

Jak co roku pracowałem na Malcie i jak co roku po powrocie celem podreperowania wytrzymałości i spotkania się chociaż z częścią dużej ekipy starych ziomali z Polski ruszyłem się na kilka dni do Oliany. Tym razem na celownik obrałem jedną z dłuższych propozycji rejonu – Gorilas en la niebla 8b+. Patrząc z ziemi urodą jakoś szczególnie nie powala, natomiast po wstawkach okazuje się warta polecenia linią. Dla mnie wytrzymałościowy monster (50m), który podzielić można na 4 odcinki, z czego pierwszy najtrudniejszy, drugi ma za zadanie tak zmielić przedramiona, aby 3 odcinek – nie trudny kilkuruchowy pasażyk na 30 metrze- dokonał dzieła wyplucia do boksa startowego. Jeśli tak się jednak nie stanie, 4 odcinek to raczej próba nerwów i opanowania na pionowej ściance za około 7a. Aż 7 prób potrzebowałem na poskromienie monstra ;-), czas w Olianie bardzo miło wspominam.

Koniec zimy, w sumie aż do dzisiaj, spędzam na La Capella/Cingle del Pelegri z domieszką El Pati.

Na Pati dzięki niestrudzonemu Daniemu pojawiają się i jeszcze się pojawią (trwają prace;)) nowe propozycje. Pierwsza jeszcze z tamtego roku to Climbing Hard Community 8a+, które jest prostowaniem jednego z klasyków sektora – Gato Lerdo 7b+. Ładna, ale na kolana nie powala – kluczowy balderek często mokrawy doprowadza do bardzo fajnego czegoś przypominającego filarek. Dużo bardziej interesująca i super ładna jest Lolograma 8a+. Traska to stary, nigdy nie dokończony projekt na ścianie na lewo od La Rambli, który dzięki magicznym właściwościom siki został sfinalizowany przez Daniego, który dodatkowo dorzucił przedłużenie będące kilku ruchowym baldem z bardzo trudnym (przynajmniej dla mnie) skokiem do oblaka. Całość wyceniona jest na 8b+ i poza autorem jeszcze nikt tego nie powtórzył. Jednak pierwszy wyciąg to naprawdę kawał pięknego wspinu – polecam. Zaraz obok znajduje się lekko już „odkurzona”, lecz wciąż wymagająca dorzucenia choć jednego bolta więcej bardzo ładna El ojo de tu culo 7b+, a jej prostowanie to kolejna nowa 8a+ tym razem dzieło należy do Oscara Gimeneza, więc i siki możemy spodziewać się mniej lub nawet wcale, a przy wycenia „zielonego listka” raczej nie znajdziemy. Niestety El Pati i sika to niemalże nierozłączna para. Niektóre fragmenty są na tyle kruche (charakterystyczny szary pas przecinający niemalże całe Pati), że bez użycia kleju nie da rady dostać się do znacznie lepszej jakościowo skały powyżej. Aktualnie odbywam sesje treningowe (bo do prowadzenia wydaje mi się, że upłyną jeszcze lata świetlne) na starej-nowej linii Daniego, który notabene wciąż z nią walczy, a mianowicie 20 anos despues 9a. Równoległa do La Rambli droga omija przede wszystkim sławną już, a zarazem obrzydliwą rysę początkową m.in. La Rambli. Póki co powtórzona przez Ramoneta i niedawno przez Klemena Becana, który teraz biega po La Rambli – piszę biega bo np. wczoraj wykonał 5 prób, za każdym razem spadając z samej góry, z ostatniego, najtrudniejszego pasażu!!!. W jego przypadku to kwestia kilku dni i droga padnie. Jeśli mowa o 20 anos despues to podzielił bym ją na 2 odcinki, na pierwszy za około 8c składają się 2 najtrudniejsze pasaże, z niestety bardzo dużą ilości siki (to właśnie ta najbardziej krucha część skały), natomiast drugi (minimum 8b), w który wbijamy się bez lepszego restu to wytrzymałościowy maraton, porozdzielany łatwiejszymi balderkami (dokładnie 2), aż do połączenia się z Patinoso. I za ten drugi odcinek warto wbijać się w drogę i na tym odcinku rozgrywa się cała zabawa. Ja, póki co, walczę jeszcze z pierwszym odcinkiem drogi i coś czuję, że taka sytuacja jeszcze potrwa długo ;-).

Jeśli chodzi o Capelle to odhaczam tam po kolei wszystko co jest możliwe. Po odhaczeniu prawie wszystkich 8a i 8a+ (została mi jedna) przyszła kolej na trudniejsze rzeczy czyli na La Pequnia Mowgli 8c, La Furia del Titan 8b+ i La Furia de la Jungla 8c (c/c+?) – czyli drogi na prawo od Jungle Speed. A propos Jungle Speed urwał się na owej kluczowy chwyt (dokładnie drugi chwyt na drodze) i bardzo jestem ciekaw jak sytuacja zostanie rozwiązana, gdyż kluczowy pierwszy balderek wydaje się teraz na nie do urobienia – choć w dzisiejszych czasach trudno mówić o czymś nie do urobienia.

Mowgli to najkrótsza propozycja Capelli, kilkuruchowy, zadziwiająco ładny, boulder z liną. Drogę powtórzyłem razem z silnym słowackim wspinaczem Simonem w piątej próbie podczas jednej sesji, czyli zadziwiająco szybko jak na balderową linie za 8c, dlatego też wydaje mi się, że bliżej jej do 8b+ niż 8c. Dodatkowo porównując do podobnego sąsiada czyli La Furia del Titan 8b+, linia Daniego nie wydaje mi się trudniejsza, a porównując do La Furia de la Jungla 8c (z którą aktualnie walczę), mowgli na pewno jest łatwiejszy.

Mieszamy więc z Manu El Pati z La Capella, natomiast aby zapobiec zanudzeniu się na śmierć wplatamy Margalef, boulderowy event na niedawno otwartej ścianie w Reus (ściana pierwsza klasa) i wycieczkę poznawczą do Albarracin.

Taka sytuacja potrwa jeszcze około 2 miesiące, aż do mojego powrotu z Malty (o której w końcu też coś napiszę), po którym to spakujemy się i z wieloma postojami w miejscach przyjaznych wspinaczce latem, dotrzemy gdzieś (jeszcze nie wiemy gdzie) na wakacje.

Lista tych najtrudniejszych i najciekawszych powtórzonych dróg:

Lauda 8b+ RP (Siurana),

Gorilas en la Niebla 8b+ RP (Oliana),

La Peqenia Mowgli 8c RP (Siurana),

La Furia del Titan 8b+ RP (Siurana),

Bad Boy 8b RP (Siurana),

Pa Tu Puta Madre 8b RP (Margalef, jak na Marga trudna cyfra),

Bou y Prou 8b RP (Siurana, klasyk),

Furor Uterino 8b RP (Siurana, 2 próba),

Bio Lance 8b RP (Siurana, najbrzydsza na Cingle del Pelegri),

Gigololo 8a+ FL (Siurana),

Life Style 8a+ RP (Siurana),

El Figot 8a+/b RP (Siurana),

Brot de Fonoll 8a+ RP (Siurana),

Climbing Hard Community 8a+ RP (Siurana),

Silenci 8a+ RP (Siurana, 2 próba),

Camino a la Perdicion 8a+ RP (Margalef, 2 próba),

Ich Spiele mit Meinen Penis 8a+ RP (Siurana),

Fraticelli 8a+ (Siurana),

Pa la China 8a+ RP (Siurana),

Rapanui 8a+ RP (Siurana),

La Fresca del Barri 8a+ RP (Siurana, pożegnanie z Siuranella Central),

Lolograma 8a+ RP (Siurana),

Somni Diabolic 8a OS (Montserrat),

Mireia 8a RP (Montserrat, 2 próba),

Homoerektus 8a RP (Siurana, 2 próba, nowa droga na Salt the la Reina Mora),

La Cadireta 8a RP (Siurana, rzadko powtarzana propozycja sektora Can Piqui Pugui),

Fer fum fa mal fal fit 8a RP (Siurana).

Podziękowania dla wspierającego nas ProRocka. Dziękujemy Kubie z Poznania i chłopakom z J23 sound system za plandekę i super imprezkę oraz wszystkim gościom naszej bazy noclegowej za wspólny czas. O wszystkich Was pamiętamy i zapraszamy zaś ;-).

Foty w galerii autorstwa Magdaleny Martyny Nowak, Tomka Japy i ze zbiorów własnych.

Pozdrawiam i do zobaczenia na Jurze 😉

Rafał